The Fountain

The Fountain.

Podobał mi się film “Pi” Darrena Aronofsky’ego, jego “Requiem for a dream” niestety nie byłem w stanie odbejrzeć, dlatego, też nie do końca wiedziałem czego spodziewać się po “The Fountain“, chociaż słabo zrobiony technicznie trailer bardzo mnie zaciekawił.

Pod względem wizualnym jest to naprawdę dzieło. Każda scena jest precyzyjnie zaplanowana, nie ma zbędnych rzeczy, wszystkie szczegóły aż proszą się o docenienie. Posadzki, szyby, pudełka, ściany: wszystko to wypełnione jest różnymi wzorami i symbolami. Co ciekawe nie jest to zrobione nachalnie, mimo iż jest tego tak dużo, można te drobiazgi łatwo przegapić.

Wszędzie w filmie widać zabawę światłem i cieniem: kule i snopy światła różnych barw, iskry i ogniki. Efekty są niesamowite i o ile oczywiste jest, że w nich wszystko jest dopracowane, to pozytywnie mnie zaskoczyła dbałość o zwykłe światła w pomieszczeniach. Co jest bardzo ciekawe: 98% efektów w filmie nie jest zrobione techniką komputerową, pracował nad nimi specjalista, który przygotowywał mieszanki substancji, cieczy i bakterii. Tła, rozmycia, efekty kosmosu zrobione są właśnie tą techniką i filmowane w mikro-skali. Odważne podejście, ale zdecydowanie opłaciło się.

Tym co spaja cały film jest muzyka napisana przez Clinta Mansella (który zrobił też muzykę do dwóch wcześniej wymienionych filmów), a wykonywana przez szkocki zespół Mogwai i Kronos Quartet. Muzyka jest piękna, doskonale komponuje się z filmem, ale jak sam film “boli” emocjonalnie. Jeśli ktoś zna twórczość Mogwai to wyraźnie zauważy ich charakterystyczny styl w końcówce filmu, gdzie wszystko wybucha dźwiękami i światłem.

“The Fountain” momentami przestaje być filmem. Nie wiem jak to dobrze ująć: trochę jakby wciągał w głąb siebie, powodował, że na chwilę zatraca się granica pomiędzy widzem a obrazem. Spróbujcie sami, może to tylko moje odczucia. Film bardzo mi się podobał, jednocześnie odpycha mnie jego “ciężkość” emocjonalna.

Film jest o miłości, poświęceniu, zatraceniu perspektywy w zaślepieniu, o ograniczającym przywiązaniu, o uwięzieniu jaźni, odrodzeniu i wolności.

Na premierze filmu na jednym z festiwali końcowe napisy zbiegły się z głośnym “buuuuu” z sali kinowej. Można tej produkcji nie lubić, można nie rozumieć, ale ci, którzy krzyczeli “buuu” wystawili świadectwo samym sobie…

Strona www filmu też jest nieźle zrobiona, do przejścia jest sześć dróg, które streszczają film.

Film zbiera skrajnie różne recenzje, jedno jest jednak pewne: oglądanie go jest poruszające i wyjątkowe jak na dzisiejsze kino.

7 komentarzy do “The Fountain”

  1. mariusz

    Po obejrzeniu 10 minut “Requiem for a dream” zebrało mnie na pawia niestety. Film zupełnie nie dla mnie. Muzyka rzeczywiście dobra :)



  2. Pisia

    Rzeczywiście estetyka filmu w połaczeniu z muzyka jest zrobiona genialnie. I mysle że to ze film jest trudny emocjonalnie nie powinno odstraszać bo mało mamy już takich filmów… a po obejrzeniu Żródła niedość ze jestesmy pod wrazeniem dziewku oraz obrazu to jeszcze tematyka filmu jest poiruszająca i nasuwa wiele pytań…



  3. mariusz

    Hmm, przy przenoszeniu serwera chyba powcinalo mi jakies stare komentarze.



  4. kama

    ja płakałamjak bóbr na tym filmie. chociaż nie jestem fanem telenoweli brazilijskich i Titanica, ale The Fountain jest tak niesamowicie piekny i tak mocny, ze nie wytrzymałam. może bardziej dla kobiet niz dla męzczyzn. wzruszała mnie siła tej miłości. swietnie została pokazan w tym filmie. bez zenujących łzawych scsen i dialogów film opowiedział przepiekną historię. i te światła. cos pięknego. polecam ten film tym ktorzy lubią kino subtelne, delikatne, i pełne znaczeń bez jakiegoś moralizowania. the Fountain to cudownie opowiedziana historia.



  5. RobertAdam

    Film po prostu piekny, jest godz 1.30 am a ja jak bobr rycze :) ,nie wstyd to gdy za dotknieciem takiego polaczenia gry swiatel i dzwieku.



  6. SATOR

    Przebosko piękny film. Ciężko strawny i dlatego wymaga obejrzenia minimum 2 razy a najlepiej 5. Po genialnych: ‘Pi’ i ‘Requiem for a dream’ to kolejny sukces Aronofskiego. On jest teraz moim idolem. The Fountain to już nie film, to pewne doświadczenie, przeżycie, niesamowity ‘trip’, jak po zażyciu jakiegoś halucynogenu. Totalny odjazd w trzy różne krainy. Przepiękna atmosfera wizualna i muzyczna. Jak zwykle Kronos kwartet pięknie wykonali muzykę Clinta Mansella. Piękne, cudowne, wspaniałe, GENIALNE doświadczenie!



  7. bea

    Pierwsze sceny filmu nasunęły mi skojarzenie: co to za psychodeliczny film ?
    Zobaczyłam bez świadomości, że przed nimi były Pi i Requiem . I to dużo wyjaśnia - kolejny genialny film.

    To jeden z tych filmów, który trzeba zobaczyć kilka razy aby za każdym razem coś ”odkryć”. Szkoda, że tak ciekawych filmów nie mamy za dużo. Film o miłości, nadziei, wierze, bólu istnienia, o śmierci i starciu z nią głównego bohatera. O życiu. Wiem jak się czuje bohater bo sama straciłam najbliższą osobę. Nasuwa mi się jeszcze jedno skojarzenie. To film o nauce jaką człowiek przechodzi podczas życia. Zauważmy różnice pomiędzy zbuntowanym mężem a umierającą, pogodzoną z tym co nadejdzie żoną. Dla mnie pogodzenie się ze swoją śmiercią to doskonałość, którą człowiek powinien osiągnąć.



Zostaw komentarz

Trackback: http://blog.9gods.com/2007/01/27/the-fountain-2/trackback/