Kung Fu Panda.

Kung Fu Panda: niesamowicie zrobiona bajka. Wizualnie wszystko dopieszczone na maksa: ciekawe postaci, które się lubi od razu, bajkowe plenery i lokacje, które powalają dotychczasowe produkcje tego typu. Sama historia nie tak śmieszna jak można tego oczekiwać po trailerze. Chociaż dzieciaki w kinie były zachwycone patrząc po ich zachowaniu przy wyjściu.

Diablo 3. Diablo III.

Diablo III: Jeśli Blizzard wypuszcza jakąś grę to można w ciemno zakładać, że będzie to hit. W sumie wszystko poza WOW (jak dla mnie), niezależnie od części było na najwyższym poziomie: Starcraft, Warcraft czy Diablo. Blizzard to także mistrz animacji 3D i intro w Diablo 3 rządzi jak najbardziej. To samo z lokacjami (mosty, przestrzeń i głębia) i projektami rysowników i grafików do gry. Wypas i jeszcze raz wypas. Nie będzie mi się pewnie chciało już trzeci raz wyrąbywać drogi do piekła przez stada potworów, ale to co prezentują sobą projektanci gry zasługuje na słowa uznania.

[edit] W sumie robienie filmu na podstawie gry zawsze wydawało mi się średnim pomysłem (i w sumie chyba miałem rację), ale po obejrzeniu trailera do Diablo 3 chętnie zmienię zdanie.

Diablo 3.

The Happening. M. Night Shyamalan.

Ogromny sukces “Szóstego zmysłu” stał się chyba kulą u nogi M. Nighta Shyamalana. Podniósł tak wysoko poprzeczkę oczekiwań widzów, że później już nigdy nie był wstanie do niej doskoczyć. Dodatkowo chyba jest na drugim miejscu najbardziej nielubianych reżyserów zaraz po Uwe Bollu, podobno ze względu na przechwałki i przerośnięte ego, które pokazało się chwilę po sukcesie wspomnianego “Szóstego zmysłu”. Także personalne postrzeganie go jako człowieka zaczęło ważyć na jego karierze jako reżysera. Niektóre jego filmy jeszcze przed premierą były krytykowane i zapowiadano klapę. Przedwcześnie. Kolejne filmy były inne, ale nie można stwierdzić, że były złe. Do teraz.

Nie podoba mi się nagonka na Shyamalana i jego filmy spowodowana jego wypowiedziami, ale jak dla mnie “The Happening” jest niestety rozczarowywujący. Całkiem niezły pomysł na scenariusz został zbyt spłycony, a film pozostawił mnie obojętnym emocjonalnie. Dużo gwałtownych momentów, niepewność, ucieczka przed nieznanym – nie dały rady przekonać mnie jakiego rodzaju film oglądam. Horror, thiller, film katastroficzny czy prelekcja? Mimo iż jestem zwolennikiem tezy “nie tylko szkiełko i oko” i uważam, że mało jeszcze znamy świat i siebie, to brak subtelności w tekstach “zostało to naukowo udowodnione” mnie powalił. Jeśli miałbym problemy z zaakceptowaniem np. tego, że rośliny reagują na bodźce czy to dźwiękowe czy emocjaonalne to film by mnie do tego niestety nie przekonał, a próbuje.

Lubię filmy z przesłaniem, natomiast nie trawię toporności w przekazie. Nie wiem czy scenariusz był zbyt obszerny, żeby oddać go dobrze w dwóch godzinach czy po prostu był źle napisany. W każdym razie mimo iż podobał mi się pierwotny pomysł stojący za skryptem to wykonanie zupełnie mnie nie przekonało. Chciałbym jako okoliczność łagodzącą uznać fakt, że film miał dać nam do myślenia, ale niestety i to zostało zaprzepaszczone przez nadmierną łopatologię.

Nie sądzę, że Shyamalan się wypalił jak sugerują krytycy, ale chyba zbyt poważnie podszedł do tematu “film kultowy jako zjawisko społeczne” i zbyt mocno przejął się rolą uświadamiającą filmu.

Ps. Koleżanka z którą byłem na filmie miała problemy z powstrzymaniem się od śmiechu w niektórych momentach. Nic dziwnego, lecące z dachu kukły raczej nie miały wiele wspólnego z realizmem. Monika, pozdrawiam (to już masz swój wpis na blogu :).

Mongol. Mongoł.

Obraz

Zdjęcia w filmie są przepiękne, ale chyba bardziej to zasługa Matki Natury niż samego operatora kamery. Niesamowite, przestrzenne krajobrazy i wszystkie możliwe palety barw zrobiły na mnie duże wrażenie. Charakteryzacja, kostiumy – wszystko to wyglądało ciekawie i było profesjonalnie zrobione. Cała warstwa wizualna filmu stoi na bardzo wysokim poziomie.

Muzyka

Stworzona przez fińskiego kompozytora Toumasa Kantelinena (jakoś tracę poczucie sensu dla stosowania odmiany nazwisk w języku polskim) muzyka w tym filmie jest niesamowicie atmosferyczna i doskonale pasuje do klimatu obrazu.  Melodyjna i nastrojowa, jest czymś więcej niż tylko tłem czym wsparciem dla akcji. Bardzo fajnym motywem i dość przyjemnie zaskakującym był kawałek na napisach końcowych – połączenie ciężkich gitar z folkiem i tradycyjnym wokalem mongolskim (odsłuchaj utwór “No Mercy” na oficjalnej stronie filmu). Po nakręceniu filmu, podczas pobytu w Mongolii reżyser był na koncercie kapeli Altan Urag i tak spodobała mu się ich muzyka, że poprosił ich o dogranie kilku kawałków do filmu.

Wrażenia

Czuję, że film nie zdobędzie globalnej sławy, a to dlatego, że chyba jest zbyt daleki w swojej formie od tego do czego przyzwyczaiło zachodnią cywilizację Hollywood. Jest po prostu inny, bardziej powolny w rozwijaniu fabuły i przedstawianiu historii. Jeśli ktoś lubi filmy Kurosawy i nie przeszkadza mu, że główny bohater przez pięć pierwszych minut tylko marszczy czoło to z pewnością poczuje się jak ryba w wodzie. No, trochę przesadziłem, “Mongoł” nie jest aż tak statyczny, jest oczywiście akcja, sceny batalistyczne, ale może ma to trochę inne tempo czy charakter. Dla mnie film na pewno był  warty zobaczenia i mimo iż był dość długi (ostatnio ciężko to znoszę) po zakończeniu seansu byłem zadowolony że zobaczyłem ten film.

Dorwać Smarta

Get Smart. Dorwać Smarta.

No proszę, bardzo przeciętny plakat a spełnił swoje założenie – pójdę do kina na film “Get Smart“. Patrzę na te absurdalne “napompowanie” postaci i śmieję się na głos. Jak widać nie tylko Polacy, ale też Hiszpanie(?) zmieniają filmom tytuły. Nie znam detali filmu, więc nie wiem dokładnie o co chodzi, ale po obejrzeniu trailerów dochodzę do wniosku, że te 86 w tytule to iloraz inteligencji bohatera (a Steve Carell jak zwykle świetny).

A tu zabawy Photoshopem w dwóch kilku lekko zmienionych ujęciach plakatów: włosy i kolor paznokci Anne Hathaway i krawat Carella.

Dune. Frank Herbert.

Już dość dawno temu przeczytałem gdzieś, że ma powstać nowa adaptacja “Diuny” Franka Herberta. Powiem szczerze, że wersja Davida Lyncha nie przypadła mi do gustu i trochę obawiam się jak wyglądać będzie nowe podejście do tematu. Co prawda możliwości techniczne teraz są o niebo lepsze i mogłoby powstać coś co nie odbiegałoby od książki o lata świetlne, ale nie do końca też chodzi o efekty. “Diuna” ma specyficzny klimat, który najlepiej oddać można trzymając się konwencji książki: dużo błyskotliwych dialogów, bardzo charakterystyczne postaci i rozbudowana mitologia świata. Film rządzi się trochę innymi prawami co widać było w dwóch mini seriach “Dune” i “Children of Dune” (świetna muzyka Briana Tylera!) – efekty dużo lepsze niż w wersji Lynchowskiej, ale wciąż czegoś brakowało lub przesadzono w scenografii i kostiumach.

Nowa Hollywoodzka wersja zapewne będzie jeszcze bardziej uproszczona ze względu na ograniczony czas filmu kinowego. Tak czy inaczej nie dowiemy się jak będzie to wyglądać aż do 2010r. gdyż przyszły reżyser filmu Peter Berg właśnie zakończył prace nad komedią “Hancock” z Willem Smithem i zabiera się za “Bran Mak Morn”.

[edit] We wrześniu ukaże się książka Briana Herberta i Kevina AndresonaPaul of Dune“, która będzie pierwszym tomem nowej tetralogii (kolejne to “Jessica of Dune”, “Irulan of Dune” i “Leto of Dune”).

Tak na marginesie to fanom Diuny polecam stronę Archiwa Bene Gesserit.

Syriana. Babel. The Constant Gardener.

Zawsze chciałem napisać o jednym z najciekawszych filmów jakie widziałem w ciągu ostatnich kilku lat. Jakoś nigdy nie mogłem się za to zabrać, a, że przybyło filmów o podobnej tematyce to już wymienię je wszystkie. Wspomnianym filmem jest Syriana, który ma tą ciekawą właściwość, podobną zresztą do książki “Tai Pan” Jamesa Clavella, że opisany w dwóch zdaniach wydaje się zupełnie nieinteresujący a okazuje się być wciągającą produkcją. Daruję sobie więc opis i stwierdzę, że film warto obejrzeć, mimo iż nie jest najnowszy. Oczywiście jeśli ktoś lubi produkcje polityczno-społeczne.

Podobnie ciekawym filmem jest Babel, o którym już kiedyś pisałem. The Constant Gardener i The Good Shepherd nie są już tak ciekawe jak poprzednie, ale wciąż na bardzo dobrym poziomie. Może zbyt rozciągnięte co trochę ujmuje całości.

Po Blood Diamond byłem emocjonalnie rozbity i w sumie trudno mi polecić ten film, właśnie z tego powodu, że momentami jest zbyt mocny. Last King of Scotland zasługuje na uwagę głównie ze względu na genialną (i oskarową) rolę Foresta Whitakera. Też trochę mocniejszy niż filmy wymienione na początku, a ja wolę jednak bardziej dyplomatyczne podejścia. Chociaż prawdę mówiąc w przypadku tych dwóch chyba inaczej niż naturalistycznie się nie dało.

Join or Die

John Adams. HBO series.

John Adams” to nowa mini seria kanału HBO. Zapowiada się ciekawie i ma niezłą obsadę: Paul Giamatti, Laura Liney, Tom Wilkinson i Rufus Sewell. W końcu coś na chwilę wypełni lukę po “Rome“.

Tomasz Opasiński. Wywiad.

Ostatnio Gazeta Wyborcza opublikowała wywiad (o tworzeniu plakatów i życiu w Hollywood) z Tomaszem Opasińskim pod tytułem “Grafik ze Śląska robi karierę w Hollywood”. Online można przeczytać tylko fragment, całość do zobaczenia w papierowym, katowickim wydaniu Gazety lub na blogu Tomasza (trochę łamigłówkowo ;)

Fragment:

Mógłbyś zdradzić tajniki swego fachu? Plakat od czasów Młodożeńca i Starowieyskiego przeszedł już sporą ewolucję.

– Specjalizuję się w skomplikowanych montażach zdjęć, wykorzystuję do tego Photoshopa, ale i dodaję grafikę trójwymiarową. Nie pamiętam plakatu, a pracowałem nad prawie 250 kampaniami, który powstałby tylko z jednego lub dwóch zdjęć. W serii plakatów do filmu “Jestem legendą” każdy jest zlepkiem kilkudziesięciu kompletnie niezwiązanych ze sobą na pozór zdjęć. Z jednego bierze się trawę, z drugiego chmurę, z trzeciego rękę, z czwartego łokieć aktora i tak dalej. Jak i w kinie, tak i w plakatach wszystko jest iluzją.

Na oficjalnej stronie doszło też kilka nowych plakatów np. do filmów “10,000 BC” czy “In the Shadow of the Moon”.

[edit] Miszka z serwisu Niezłe Kino donosi, że także zrobił wywiad z Tomaszem.

Sigur Ros: Heima.

Piękna muzyka, piękne zdjęcia: film Heima zrobiony przez Sigur Ros. Środa 5 marca, Filmhouse, Edynburg. Jak mnie nie wypuszczą wcześniej z pracy to pozostanie obejrzeć na wydanym niedawno DVD. Zobacz trailer.

Shot using a largely Icelandic crew (to minimise Eurovision-style scenic-wonder overload), ‘Heima’ – which means both “at home” and “homeland” – is an attempt to make a film every bit as big, beautiful and unfettered as a Sigur Rós album. As such it was always going to be something of a grand folie, but one, which taking in no fewer than 15 locations around Iceland (including the country’s largest ever concert at the band’s Reykjavik homecoming), is never less than epic in its ambition.

There will be blood

There will be blood.

There will be blood” to na pewno film szczególny. Jak zwykle genialna gra Daniela Day-Lewisa połączona z ciekawą, jednocześnie jakby oderwaną od obrazu muzyką i świetnymi zdjęciami tworzy obraz, który nie pozostaje obojętny. Nieszablonowa historia sprawiła, że od początku filmu myślałem, że oto mam do czynienia z czymś nietuzinkowym. Niestety w okolicach drugiej godziny trwania seansu poczułem się zmęczony i to uczucie trwało już do końca filmu. Moim zdaniem długość to właśnie najsłabsze jego ogniwo.

Prawdę mówiąc mam mieszane uczucia. To co Daniel Day-Lewis robi z twarzą i ogólnie z wczuwaniem się w postać to już coś więcej niż aktorstwo i z pewnością zasłużył na Oscara. Z drugiej strony wydaje mi się, że film nie musiał być aż tak długi żeby opowiedzieć historię. Wyszedłem z kina z przekonaniem, że jednak filmowi czegoś brakowało, teraz jednak gdy oglądam ponownie trailer zauważam, że wiele rzeczy mi się podobało. Sądzę jednak, że (zbyt) duża w tym zasługa aktorstwa Lewisa.

Pages: Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 .. 12 13 14 Następna