Elizabeth.

Ostatnio nie mam czasu na blogowanie. Za dużo projektów do zrobienia, a dodatkowo jeszcze zapisałem się na Tai Chi i rozpocząłem naukę jazdy samochodem (kiedyś w końcu trzeba). Dziś pierwsza lekcja i od razu szalałem po ulicach Prestonfield. Na szczęście to dzielnica mieszkaniowa i ruch tam prawie żadny, chociaż samochody zaparkowane po obu stronach drogi trochę przeszkadzają.

Zdecydowałem się jednak napisać coś nowego, bo obejrzałem właśnie zwiastun do filmu Elizabeth i zdjęcia mnie zachwyciły. Scenografia jest genialna, hiszpańska Armada to prawdziwy majstersztyk, a pierwsze ujęcie na szkocki zamek Eilean Donan mile łechta :) Dodatkowo przedstawione czasy i obsada powodują, że polecę do kina na premierę. Jak to często bywa rzeczywistość może okazać się mnie ciekawa, ale jak na razie jestem zachęcony.

Oficjalna strona filmu “Elizabeth” też bardzo trafia w moje gusta: delikatne elementy, muzyka, świetne zdjęcia i klimat czasów. Rzadko już przeglądam strony w całości, bo mam dość chorych (modnych) zestawień kolorów, montażu pokroju MTV i “młodzieżowego stajla”. W przypadku tej strony w końcu czuję, że przenosi ona w inne miejsce, że ma w sobie więcej ducha, a nie tylko same suche matematyczne wzory.

Międzynarodowy Festiwal Teatralny Edynburg 2007. Fringe.

Chciałbym powiedzieć, że ostatnio mniej piszę bo Międzynarodowy Festiwal Teatralny na dobre opanował Edynburg. Prawda jest jednak bardziej banalna: praca, projekty, duperle do zrobienia. W tym roku zaczęło się deszczowo i z oczekiwanych 175,000 ludzi paradę przyszło oglądać tylko około 50,000. To prawda, że ludzi była masa, ale te liczby wydają mi się zawyżone. Sama parada, na którą składały się grupy teatralne i różnorakie “kółka zainteresowań” przemaszerowała Princess Street nic nie robiąc sobie z deszczu.

Jak na razie byłem tylko na jednej sztuce dwóch sztukach niestety, ale mam już bilety na kilka kolejnych, między innymi Henrego Rollinsa i kolesia, który udaje Billa Hicksa. Jutro idziemy na 10 rano na komedię “Shakespeare for breakfast”, na której z racji wczesnej pory serwują rogala i kawę. Do wykorzystania mam też urodzinowy karnet (trochę długo nie mogłem sobie przypomnieć tego wyrazu), który na kilka sztuk wystarczy.

W tamtym roku dałem plamę, byłem na zaledwie kilku sztukach, a naprawdę festiwal to wydarzenie, które szkoda przegapić. W tym roku już się to nie uda, bo jedno z miejsc gdzie jest kilka sal z przedstawieniami to budynek, który widzę z okna. Co dzień widzę i słyszę (agrrr!) kilkaset ludzi, którzy szumią w czasie gdy ja usiłuję już zasnąć (albo skończyć to pisać). Powrót z pracy też nie jest łatwy, bo idąc z autobusu muszę przejść przez North Bridge i Royal Mile, a to najbardziej zatłoczone miejsca w czasie wakacji. Ma to pewien urok przez pierwsze parę dni :)

Kilka linków:

Fotki z parady: 1, 2, 3, 4

Transformers

Transformers.

Byłem wczoraj na filmie “Transformers“. W sumie przyjemna bajeczka: samochody i czołgi latają w powietrzu, same roboty ciekawie się transformują i w ostrzejszych momentach gra niezła, gitarowa muza. Prostą jak budowa cepa fabułę zostawmy w spokoju, bo jest oczywistym, że teraz w filmach nie o to przecież chodzi ;)

Dodatkowo da się zauważyć tendencję do upychania w filmie jak najwięcej motywów tak, aby trafić pod widzów w różnym wieku. Pościgi, strzelanie, wybuchy i miseczka C dla starszych, a dla dzieciaków scena z robotami chowającymi się przed mamą bohatera. Plus mały robot Frenzy, który wydaje dziwne dźwięki, a pełni rolę podobną jak Jar Jar Binks w Gwiezdnych Wojnach czyli nadaje się jedynie na kubki lub zabawkę w McDonald’s.

Najbardziej podobało mi się jak kino trzęsło się od dźwięków. Nie znam serii bajek, zabawek itp, ale wydaje mi się, że przeniesienie tego na filmowy ekran wyszło całkiem dobrze. Chociaż pojawiały się głosy fanów, że to skandal, że Optimus Prime ma namalowane płomienie i w niektórych scenach nie ma maski zasłaniającej usta, hahahaha…

Właśnie dostałem informację, że Tomasz Opasiński jest po redesignie swojej strony i w końcu można zobaczyć plakaty w większej rozdzielczości! Z tego co zauważyłem mechanizm pokazuje prace w losowej kolejności a całość wygląda elegancko i ciekawie.

Dwie rzeczy mi się nasuwają jeśli chodzi o usprawnienia w przeglądaniu. Prędkość przesuwania się prac jest zbyt wolna. W przypadku kiedy zna się ich większość może zabrać trochę czasu dotarcie do nowości. I w sumie przydałby się może kanał RSS lub jakieś inne łatwe dojście do nowości.
W każdym razie prędkość to priorytet :)

Jak zwykle jaram się pracami.

Zajrzyjcie też na stronę Yoshi Mazaki z pracami w innym stylu.

The Bourne Ultimatum. Plakat.

Nowy “The Bourne Ultimatum” już niedługo w kinach, a ja jestem w trakcie zgłębiania książki, którą źle się czyta, bo… waży pewnie ze 3 kilo :) Nowe plakaty wyglądają ciekawie, odważna czerń i biel dodaje klasy i surowości. Trochę niepasował mi brak harmonii na pierwszym plakacie, prawa strona zbyt obciążona (piszę o tych na powiększeniu). Ciekawy jestem jakby prezentowała się lewa część jako samodzielne dzieło. Tak czy inaczej myślę, że te plakaty będą się wyróżniać w kinach.

Widać, że na obu plakatach jest dokładnie to samo ujęcie, ale w drugim zmienione zostały kontrasty i już cyfrowo dodano brud. Pewnie darmowe pędzle do Photoshopa ;)

ps. Aaaaa, rąbnąłem się w imieniu. Już poprawione.

Piraci z Karaibów. Efekty.

Każdy na “Piratach z Karaibów” już był i swoje zdanie ma ;) Niestety nie wszyscy wytrzymali do końca seansu, a na pewno znacząca większość nie zaczekała aż skończą się napisy, żeby zobaczyć dodatkową scenę. Była przez chwilę na YouTube ale została usunięta.

Mnie akurat bardziej interesuje”making of” i znalazłem dwie rzeczy. Jedna to zdjęcie promo, z którego potem robiono plakat. Nie jest to dokładnie to samo ujęcie, ale jak widać ta sama sesja i poza Keiry zbliżona. Dzięki temu można chociaż trochę zobaczyć warsztat twórców plakatu.

Druga rzecz to dwa zdjęcia: przed i po obróbce CGI.

Lost. Prison Break. Rome. Heroes.

Ostatnio nastały u mnie dni dość niespotykane w ciągu kilku ostatnich miesięcy: dni bez seriali. Oglądałem cztery różne serie: Lost, Heroes, Prison Break i Rome. Pierwsze trzy mają przerwy sezonowe, ostatni zakończył się całkowicie, ale mam nadzieję, że go wskrzeszą nową serią.

Lost
Całkiem zabawne jest to, że nie mogłem się przemóc żeby go zacząć oglądać przez okrągły rok, a teraz stał się moim ulubionym serialem. Nie mam nastu lat, więc nie zbieram figurek, nie czytam o życiu aktorów, nie zastanawiam się z kim jeszcze mogłaby się związać Kate i tym podobnych bzdetach, ale muszę przyznać, że naprawdę się wciągnałem. Wiem, że jest rozciągnięty, że niektóre odcinki dodane są trochę na siłę, ale w ogóle mi to nie przeszkadza. Miałem chwilowy kryzys na początku 3 serii, wydawało mi się, że już nic z Losta nie będzie, ale w końcu wrócił do formy.
Wiadomo już, że będzie miał 6 serii i że dopiero jesteśmy na półmetku. “Fair enough” jak mawiali rzymianie ;)

Prison Break
Nie mogłem się oderwać od pierwszej serii i wyczekiwałem na kolejne odcinki. Druga niestety już mnie tak nie wciągnęła, czuć było odcinanie kuponów, zwłaszcza pod koniec, gdy już wiadomo było, że wyjdzie trzeci sezon. W sumie wygląda na to, że będę oglądał trójkę, ale powiem, że zupełnie bez emocji i równie dobrze mogłoby jej nie być.

Heros
Na początku było jakoś strasznie mroczno, potem się rozjaśniło i wykiełkowało z serii coś innego niż mi się wydawało, ale oglądałem z przyjemnością. Ciekawy jestem co wymyślą w drugim sezonie, bo zapowiedź jest dość ciekawa. Ostatnio odcinek skończył się trochę zbyt małym hukiem. Wcześniejsze odcinki gradowały napięcie do punku kulminacyjnego, a on jakoś nie bardzo nastąpił. Nie poczułem się jednak rozczarowany serią i będę oglądał dalej.

Rome
Jakoś chyba nie mam nosa do seriali. Zawsze pierwsze odcinki wydają mi się nieciekawe i na ogół jestem w błędzie. Potem w końcu jednak zmieniam zdanie. Rome wydawał mi się bardzo drewniany, gra aktorów wyglądała kiepsko i wszystko miało zbyt sztuczny posmak. Teraz to moja ulubiona seria zaraz po Lost. A to dlatego, że dzieje się w starożytności i w sumie dzięki temu jestem zainteresowany fabułą.

Druga seria była bardziej dosadna: więcej brutalności, seksu i emocji. Dodało to jej trochę więcej realizmu, ale oczywiście poziom tych dodatków jest niczym w porównaniu do jakiegokolwiek teraz filmu, gdzie przemoc jest na porządku dziennym. I bardzo dobrze, że za bardzo się jednak scenarzyści nie zapędzili. Nie wiem jaką popularnością cieszył się ten serial, ale ufam, że skoro opłacało się robić drugi sezon to i przyjdzie czas na trzeci.

Jakie są wasze typy jeśli chodzi o seriale i co możecie polecić? Najlepiej coś co już leci od jakiegoś czasu, ale nie od 10 lat :)

Surf's Up & Ocean's Eleven.

Uwielbiam takie smaczki jak na przykład ten, który znalazłem dzisiaj. Plakat do bajki “Surf’s Up” jest jak sądzę nieprzypadkowo podobny do plakatu “Ocean’s 11“. Wyszło to dość zabawnie. Twórcy chyba mając lekkie wątpliwości czy zostanie to zauważone dodali jedną podpowiedź: tekst “A Major Ocean Picture” :)

Swoją drogą “Surf’s Up” ma bardzo fajnie zrobiony zwiastun (też z nawiązaniami) i stronę. Zapowiada się śmiesznie.

“Dude, that was radical !” :)

Ocean's 13. Smokin' Aces.

Przed premierą Smokin’ Aces ogłoszony został konkurs na plakat do tego filmu. Jeden z nich podobał mi się szczególnie, w sumie nawet bardziej niż oryginalny. Niedawno ukazał się nowy one-sheet do Ocean’s 13, który pomysłem nawiązuje do plakatu Smokin’ Aces. Trudno powiedzieć czy umyślnie, ale jak zobaczyłem pierwszy to od razu miałem przed oczami drugi.

Oba plakaty mi się podobają, jednak Smokin’ Aces jest odważniejszy (dużo wolnej przestrzeni, co nie jest bardzo popularne) i dużo lepszy kompozycyjnie. Dolna część Ocean’s 13 jest zbyt pusta, chociaż można to sobie tłumaczyć zamysłem autorów, którzy chcieli pokazać, że bohater, którego gra Al Pacino jest prawie sam przeciwko całej trzynastce.

Swoją drogą już nie mogę się doczekać kiedy Ocean’s 13 wejdzie do kin. Na oficjalnej stronie znajdziecie też nowszą wersję zwiastuna.

Plakat: Hermiona. Zakon Feniksa. Harry Potter.

Znajdź elementy różniące dwa zdjęcia powyżej…
Już?

Ostatnio aktorka grająca Hermionę w Harrym Potterze została potraktowana podobnie jak Keira Knightley na plakacie do “Króla Artura”. Ukazały się dwa różne plakaty, jeden do zwykłych kin i drugi w wersji “rozszerzonej” do kin IMAX 3D.

Zachodzi tylko pytanie, czy biust Hermiony został powiększony czy pomniejszony? Wersja IMAX jest trochę mniej dopacowana: aktora grająca Hermionę nie ma makijażu i zasłania włosami postać stojącą za nią. Zostało to poprawione na plakacie do zwykłych kin plus zmniejszono biust. Prawda może być gdzieś po środku, np. dwie różne agencje dostały plakat już prawie gotowy i jedna powiększyła niektóre części, druga zaś skupiła się na włosach i twarzy. Nie ma to jak marketing :)

źródło: PosterWire

Pages: Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 .. 12 13 14 Następna