Bobby

Bobby.

“[…] Nasze życie na tej planecie jest zbyt krótkie. Praca, którą musimy wykonać jest zbyt wielka, żeby ten duch dłużej kwitnął w naszym kraju. Oczywiście nie możemy tego porzucić dzięki programowi ani uchwale… ale może zapamiętamy, nawet przez chwilę, że ci, którzy żyją z nami, są naszymi braćmi. Że dzielą z nami ten sam, krótki moment życia, że poszukują, podobnie jak i my, jedynie szansy, żeby przeżyć swoje życie z celem i w szczęściu, wygrywając tyle zadowolenia i spełnienia ile tylko mogą. Na pewno ta więź wspólnego przeznaczenia, na pewno ta więź wspólnego celu, może zacząć uczyć nas czegoś….”

Film “Bobby“. Polecam.

Sunshine.

Zwiastun do “Sunshine” oglądany jakiś czas temu, w którym usłyszeć można było “we have to reignite the sun” sprawił, że pomyślałem, że to marny film, ale za to nie tak źle wyglądający. Na 2UP chłopaki trochę pokomentowali, pomyślałem, że dam filmowi szansę.

Mimo iż obraz jest bardzo standardowy, tzn. fabuła w stylu “lecimy gdzieś w kosmos, potem się nam coś psuje, żeby to naprawić ktoś musi wyjść na zewnątrz, jest stres i brakuje ważnych rzeczy, a komunikacja nie działa” przez pierwszą godzinę mi się podobało. Bo i była fajna muzyka, międzynarodowa obsada, a chłopaki od 3D się napracowali i zarówno statek jak i słońce wyglądają imponująco na dużym ekranie. Nie przeleciała kometa, niebo nie zwaliło się nikomu na głowy, ale film nagle zmienił gatunek… i druga godzina godzina spowodowała, że już przestało mi się podobać. Nie chcę spoilerować, sami zobaczycie w kinie. Nie mówię też, że film jest zły (jak np “Eragorn” haha), na pewno spodoba się wielu ludziom. Ja niestety na ogół jestem lekko nadwrażliwy na brak harmonii i po jakimś czasie drażniły mnie irrytujące, piskliwe lub dudniące dźwięki i chaotyczny montaż w drugiej połowie i ta zmiana klimatu.

Film ma swoje dobre momenty i wizualnie jest niezły. Natomiast końcówka zupełnie do mnie nie przemawiała i rozwaliła moim zdaniem film.

Piraci z Karaibów. Plakaty.

Dość często ostatnio plakaty do jednego filmu wyglądają inaczej w różnych krajach. Nie wiem czy tym razem francuzi dorwali się do przerabiania plakatów do Piratów z Karaibów czy akurat tylko francuskie wersje widziałem, ale komuś wyszło to całkiem nieźle. Poprzednią desaturację zastąpiono krwistą czerwienią, w tle dodano żagle no i okazało się, że poprzednio mgła jednak nie była robiona w studio, ale dodana cyfrowo. Mi podobają się obie wersje.

The Bourne Ultimatum.

Nie wiem jak wy, ale ja się nie mogę doczekać. Nie przepadam na filmami akcji, ale poprzednie dwie części Bourne’a bardzo mi się podobały. Tym razem nawet nie mam standardowego uprzedzenia, że sequele zwykle są do bani. Będzie jak będzie, a nastawiam się pozytywnie. Na oficjalnej stronie The Bourne Ultimatum jeszcze nie ma wiele oprócz kilku zdjęć i fajnej muzyki, plakat też wygląda trochę jak teaser a trailer głównie złożony jest ze zdjęć z poprzednich części – ale zupełnie mnie to nie zniechęca.

Przyznam się szczerze, że jak dotąd nie czytałem książki, ale w oczekiwaniu na film to odrobię.

300 The Movie. Leonidas. Spartans.

300” pod względem wizualnym jest niesamowity: lekko przesadzone kontrasty i saturacja, pewna ziarnistość obrazu, piękne krajobrazy i niezłe efekty świetlne. Ciekawe jest to, że film jest bardzo surowy, a mimo wszystko to wystarcza, żeby zbudować klimat i atrakcyjność obrazu. Czuć, że nagrywany był w studio: momentami gdy jedno osoba mówi, a w tle jest cicho słychać pogłos jak w pomieszczeniu. Widać też pewną sztuczność obrazu, ale zupełnie nie przeszkadza to jednak w odbiorze.

Muzyka do filmu mimo iż momentami zbliża się do granicy plagiatu “Blackhawk Down” wpasowuje się doskonale. Ciężkie motywy gitarowe nie pozostają niezauważone, ale też nie kłócą się z charakterem filmu osadzonego w innej epoce.

Fabuła prosta jak budowa cepa, została odrobinę rozbudowana w stosunku do komiksu, ale jest to zaledwie kilka wątków. Fani kina akcji i wyznawcy systemów wartości sprzed paru tysięcy lat będą zachwyceni: komputerowa krew, bitwa prawie bez przerwy i litry testosteronu. Jeden znajomy tak się emocjonował walką, że aż się podnosił z fotela :)

Jest w filmie parę niezłych, śmiesznych tekstów i mrugnięcie okiem w stronę “Braveheart” (“Hooooold!”) i “Kingdom of Heaven” (w “300”: “Give them nothing, take everything!”, w KoH “So, what is Jerusalem worth? […] Nothing! […] Everything!”), pomijam już powielane w każdym kostiumowym filmie łażenie w zbożu jak w “Gladiatorze”.

Mogę w końcu odetchnąć, nie będzie już kuszenia zajawkami, fragmentami filmu i innymi duperelami. Film był dobry i dał to co zapowiadał, także po wyjściu z kina nie czuje się, że obejrzenie samego trailera wystarczyłoby (tak jak to bywa z wieloma filmami). Dziewczny nie były wstrząsniętne ilością przemocy (fakt, że zupełnie inaczej ogląda się bitwę, a inaczej debilizmy typu “Saw”), ale też to raczej facetom podobają się tego typu filmy. Warto się wybrać, chociażby dla samego klimatu i nowatorskiego podejścia do obrazu.

Piraci z Karaibów: Na Końcu Świata

Ostatnio rosyjska wersja trailera Piratów z Karaibów wyciekła do sieci. Chwilę potem filmy z YouTube i innych serwisów zostały usunięte na żądanie Disney’a. Teraz jest już dostępna oficjalna, angielska wersja zwiastuna. Mam nadzieję, że trzecia część zakończy w jakiś ciekawy sposób wątki z dwójki i że tym razem będzie kompletne(!) dzieło.

Ostatnio coraz częściej wytwórnie filmowe organizują publiczne konkursy na plakat do filmu. Nie jest to nic innego jak forma promocji i trudno to traktować bardziej poważnie. Dlaczego? Poza satysfakcją z wygranej nie ma już nic. Nikt poważny chyba nie nazwie sensowną nagrodą oryginalnego plakatu z autografem aktorów lub wydrukowaną, pojedyńczą sztuką plakatu, który się zrobiło.

Same wytwórnie zresztą się nie kryją za bardzo, że to tylko “marketing hype”. Najczęściej dają tylko kilka zdjęć do wykorzystania, które są na ogół w niskiej rozdzielczości, w formacie jpeg, a np. postaci mają “poucinane” (przez kadrowanie) nogi czy połowy tułowia. W sumie nie za dobry materiał na plakat, ale wytwórnia ma prawa do pomysłu w razie jakby trafiła na geniusza.

W przypadku filmu Hot Fuzz został ogłoszony podobny konkurs na plakat. Nie wiem czy tylko mi się nie udało znaleźć zdjęć do wykorzystania czy autorzy promocji jakoś zapomnieli dać jakiekolwiek źródła. To już naprawdę przesada.

Obecnie na DeviantArt, moża wziąść udział w kokursie na plakat do filmu Dead Silence. Jak dotąd zgłoszone prace nie powalają, ale, kto wie, może jakaś perełka się znajdzie. W sumie nie zazdroszczę ludziom, który będą musieli przejrzeć te setki prac podobnych do siebie. Zwłaszcza, że ani tematyka filmu, ani plakaty nie zachęcają.

W przypadku Factory Girl do wykrzystania były te same zdjęcia co do oficjalnego plakatu, tyle, że w małej rozdzielczości. Tym razem chociaż trochę bardziej postarano się z nagrodą. Zwycięzca oczywiście dostał swój wydrukowany plakat z autografem aktorki. Oprócz tego jego praca została wywieszona na publiczny widok w kinie w mieście, w którym chłopak mieszka i dodatkowo specjalnie dla niego wyświetlono seans, na który mógł zaprosić 25 swoich przyjaciół.

Children of Men.

Agencja Foreign Office (zresztą całkiem niezła) pokazuje co to jest dbanie o szczegóły. Otóż firma ta obsługiwała zaplecze multimedialne filmu “Children of Men” i zrobiła to doskonale. Na tym klipie możecie zobaczyć ile pracy zostało włożone w rzeczy, które w filmie widzimy jedynie przez krótkie sekundy. Brawo.

Polecam też obejrzenie innych produkcji tego studia np. reklamę Nokia L’amour.

Plakaty: Hot Fuzz. Shooter. The Holiday.

Lubię kiedy film ma kilka wersji plakatów, nawet jeśli bazowane są one na tych samych zdjęciach – dzięki temu można zobaczyć warsztat osoby robiącej plakat, a przypadku lepszych produkcji sposób wykonania danego efektu. Dla zilustrowania znalazłem kilka przykładów:

Hot Fuzz – Trzy wersje plakatu, w których wykorzystano te same zdjęcia aktorów. O ile dwa boczne nie różnią się bardzo od siebie, postaci zostały nałożone na inne tło, o tyle środkowy został zmnieniony już trochę bardziej: dodano płomienie, iskry i rozświetlenia od ognia na bohaterach (dzięki temu nie wygląda to płasko i sztucznie).

Shooter – W tym przypadku duże podobieństwo już całkowicie zamierzone, postać bohatera w dwóch różnych lokacjach i z różnymi broniami nawiązuje do fabuły. Zmiana tła łatwa do zrobienia, montaż broni sprytnie chroniony przez strefę z cieniem.

The Holiday – A to już zabawa koreańskich designerów. Często się zdarza, ze plakaty w Azji są przerabiane: dodaje się nowe efekty (jak tutaj śnieg), łączy dwa plakaty w jeden (dwa posty niżej w komentarzach) czy poprostu wymienia teksty na lokalny język. Jeśli chodzi o tę ostatnią sprawę to moje oczy traktują litery koreańskie jak grafikę a nie tekst i zawsze mam wrażenie, że tamtejsze wersje plakatów są przeładowane i oszpecone.

Heroes.

Heroes” to jeden z czterech seriali, które regularnie oglądam. W sumie jak ktoś kilka lat temu powiedziałby mi, że będę oglądał seriale to zabiłbym go śmiechem, ale jak widać ludz.. seriale się zmieniają :) Heroes jest serią, którą zacząłem oglądać z pewnością, że nie obejrzę więcej niż kilka odcinków. I w sumie początki zupełnie mi nie podpasowały, ale po czwartym odcinku zacząłem się już wciągać. Serial nie ma szans na stworzenie legendy jaką jest Lost, ani nie zasysa jak początki Prison Break, ale ma swój charakter. Otoczkę filmu budują początkowe, trochę zbyt wyniosłe monologi, bardzo fajna muzyka (z wschodnimi elementami), a z jakiegoś powodu twórcy także uznali pojawiające się napisy z lokacją bohaterów za konieczne dla historii.

Serial opowiada o grupie nieznających się wzajemnie ludzi, którzy posiadają szczególne moce: niewidzialności, wpływanie na wolę innych ludzi czy latanie itp. Na szczęście ludzie ci poza tym toczą normalne życia, nie ubierają przyciasnych kostiumów i dopiero uczą się opanowywać swoje umiejętności. Jeśli kogoś interesują tematy ewolucji, DNA i specjalnych mocy to serial może się podobać. Uprzedzam, że to nie klasyka kina, ale dobrze zrobiony serial telewizyjny. Ciekawe jest to, że w filmie grają całkiem nieznani aktorzy i wyszło mu to na dobre.

W UK serial reklamowały plakaty na mieście i gazetach. Niestety zrobione były dość słabo, widać, że całość komponowana z osobnych zdjęć i chociaż z daleka na niektórych wybuchający Big Ben mógł robić wrażenie to z bliska wychodziły na wierzch wszystkie niedociągnięcia. Ogólnie wyglądało to na zbyt pospieszną robotę. Ktoś zamiast wykorzystać oryginalne prace zdecydował, że trzeba potrząsnąc lokalnym rynkiem i pokazać coś co wzbudzi emocje.

Ps. Dość dziwny mamy język, wiele tytułów brzmi w nim brzmi trochę zbyt egzaltowanie. “Bohaterowie” ? Ekhemm…

Ps2. Jakiś łoś w NBC stworzył katalog z tytułem serii rozpoczynając od dużej litery i tylko w takiej formie link działa.

Pages: Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 .. 12 13 14 Następna