Jestem w Szkocji już prawie cztery lata, a takiego śniegu jeszcze nie mieliśmy. Co prawda na polskie warunki to żaden to śnieg, który po kilku godzinach topnieje, ale tu to już prawie klęska żywiołowa :) Ja jako młody i niedoświadczony kierowca przeżyłem dziś kilka stresujących chwil. Jechałem ostrożnie, zaledwie 10mph, musiałem zahamować i nagle czuję że ABS szaleje (mam nadzieje, że tak właśnie się odczuwa ABS, bo miałem wrażenie, że pręt od hamulca rysuje po asfalcie) a samochód się nie zatrzymuje. Czas zwolnił, a ja coraz bardziej zbliżam się do samochodu przedemna, na szczęście znajomy siedzący obok zaciągnał hamulec ręczny i wyhamowaliśmy. Pewnie zaledwie dotknąłbym samochodu przede mną, ale pewnie nie obyłoby się bez ubezpieczalni, stresu itd.

Dzieci chyba się cieszą, a na trawniku przed domem stoi bałwan. Co prawda widać, że chyba ktoś ma okazje ćwiczyć lepienie raz na 4 lata, ale zawsze to jakaś twórczość :)

World of Warcraft.

Długo nie pisałem, bo byłem dwa tygodnie w Polsce i zrobiłem sobie urlop od wszystkiego: bloga, pracy i Gadu-Gadu. Ciężko się było ze mną skontaktować, bo albo testowałem samochód taty i jeżdżenie prawą stroną (dla mnie pierwszyzna) albo grałem w World of Warcraft.

Jakoś tak już mam, że zwykle sięgam po rzeczy parę lat po ich premierze. Tak było z serialem Lost, do którego podchodziłem z rok, tak samo teraz z WoW. Nie wiem czy to nowy zabieg Blizzarda, ale ściągnąłem sobie wersję 10 dniową i wystarczyło. Wiem, że mówiłem wcześniej, że to gra dla dzieci, że wilki są niebieskie, postaci trochę komiksowe itp, ale się wciągnąłem (Taureńscy szamani rządzą). 10 dni szybko minęło, 20lvl, który jest maksymalny w wersji trial zdobył się równie szybko.

I co teraz? Gra jest tania, abonament 10 funtów miesięcznie to też nie problem, ale chyba będę Wow omijał z daleka. Jest zbyt wciągający, łatwo wchodzi i nie chce puścić. Jeszcze jeden quest, jeszcze jeden level i tak w kółko. Gra się fajnie (ja szczególnie upodobałem sobie odkrywanie mapy i zwiedzanie miejsc, których progi były za wysokie na mój level), ale jeśli nie umie się dozować odpowiednich dawek czasowych to lepiej nie zaczynać. Masz dzieci? Trzymaj je z daleka od tej gry.

ps. Miało być trochę o Polsce, ale to może następnym razem.

Wielka Brytania ma zadziwiającą tendencję do prób rozwiązywania problemów społecznych ustanawiając nowe prawa lub epatując w reklamach jeszcze większą ilością problemów.

Spoty ‘reklamowe’ w Szkocji są zwykle dość mocne i gdybym chciał ulegać współczesnej paranoi sądzenia się z kimkolwiek i o cokolwiek podałbym kino czy twórców do sądu za znęcanie się psychiczne na widzami. Spoty, w których pokazywane są ofiary wypadków samochodowych np. zabita i połamana dziewczynka ‘składa się’ z powrotem w całość trzeszcząc kośćmi nie są wcale rzadkością. Kobieta w barze, którą uderza niewidzialny samochód i zostawia martwą i krwawiącą czy grupa ludzi jadąca samochodem powodująca wypadek to nie są obrazy, które mam ochotę widzieć przychodząc do kina na film. A muszę oglądać ten spot od ponad dwóch miesięcy kilka razy w tygodniu. Dobrze, że nie mam telewizora.
wiecej »

Ciekawe czy ktoś patrzy na powyższą reklamę Szkocji jak ja na film o Nowej Zelandii? :)
A reklama leci w szkockim kinie pewnie tylko dlatego, że sieci kinowej nie chce się dostosowywać reklam regionalnie i w całym UK daje to samo.

Guy Fawkes. 5th November. Bonfire night.

Za oknem “bonfire night” czyli fajerwerki w każdej możliwej postaci. Dość rozproszone, więc nie robią takiego wrażenia jak te kończące festiwal czy te w Nowy Rok. Brytyjczycy świętują Spisek prochowy i pamięć jego przywódcy. Guy Fawkes, bo o nim mowa, po torturach został powieszony, wykastrowany i poćwiartowany jak nakazywała tradycja czasów. Patrząc na jego podpis, który złożył zaraz po torturach widać, że już wtedy miał raczej dość kar na to wcielenie.

Morał z żywota Fawkesa dość trafnie chociaż nad wyraz ironicznie przedstawia ten rysunek.

Amazon. Book Depository. Abe Books.

Book Depository to mój zdecydowany faworyt jeśli chodzi o kupowanie książek. Książki, które tam kupuję są często o 2-3 funty tańsze niż te kupowane w księgarni czy na Amazonie. Nawet jeśli zdarza się, że Amazon ma lepsze ceny to po dodaniu opłaty za przesyłkę wychodzi i tak drożej. W Book Depository nie płacimy nic za dostarczenie paczki, niezależnie czy jest to UK, Europa Zachodnia czy Stany Zjednoczone i Kanada. Polska nie jest niestety na liście krajów do których BD dostarcza zamówienia.

Ostatnio miło się zdziwiłem poczynaniami Amazon UK. Chciałem kupić “Paul of Dune” (o książce wkrótce) i znalazłem ją na BD w cenie £9.29, czyli prawie 4 funty taniej niż w księgarni. Z ciekawości sprawdziłem Amazon i zdziwiłem się, bo książka kosztuje tam £6, a po doliczeniu kosztów przesyłki wychodzi wciąż taniej (£8.74) niż na BD.

Odłożyłem jednak zakup na jakiś czas dlatego, że ostatnie książki z serii Diuna wychodzą w dużym formacie, który jest dla mnie strasznie nieporęczny. Dopiero po kilku miesiącach ukazuje się wersja, która waży i mierzy już sensownie. Jako, że nowa Diuna to nie to samo co stary cykl postanowiłem, że dam radę odczekać te parę tygodni i kupić od razu tę wersję, która bardziej mi odpowiada. Jednak na drugi dzień Amazon UK wprowadziło zmiany: od tej pory aby zaklasyfikować się do darmowej przesyłki trzeba wydać £5, a nie £15 jak poprzednio. To całkowicie zmienia postać rzeczy i teraz książki z Amazon będą równie tanie jak z Book Depository. Ostatecznie “Paul of Dune” kupiłem za jedyne £6, czyli o ponad połowę taniej niż w księgarni!

Tym, którzy lubią kupować używane lub dawno nie wydawane książki polecam Abe Books lub Alibris. Często można kupić tam książki za bezcen, dosłownie kilka pensów. Nadrabiają opłatą za przesyłkę, ale zdarza się, że i ona jest darmowa.

Czas pokaże, czy Book Depository zareaguje na zmiany wprowadzone w Amazon, bo właściwie stracili teraz swój podstawowy atut czyli darmową przesyłkę. W dobie internetu kiedy łatwo porównać ceny z różnych miejsc klienci nie są tak lojalni, żeby płacić więcej za to samo. Pytanie czy BD obniży ceny, wprowadzi nową strategię czy po czasie zbankrutuje?

Edinburgh Fringe 2008. 3faeries. Aleksandra Gruszczynska Photography.

Edynburski Fringe huczy za oknem, a ja obkupuję się w bilety na występy kilku świetnych komików. Wśród nich: Danny Bhoy, Rhod Gilbert, Nina Conti, Markus Birdman i ponownie Stephen K Amos. Chyba zrezygnuję z Jimmiego Carra, bo za dużo kombinowania z biletami.

Royal Mile oczywiście zapchana tysiącami ludzi, a to za sprawą występów ulicznych. Są wszyscy: muzycy, kuglarze, komicy i małe teatry. Poniżej kilka fajnych fotek, które zrobiła Ola.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

[flashvideo filename=http://www.youtube.com/watch?v=5N9qMz7yZoc image=http://blog.9gods.com/img/2008-08-03-stephen_k_amos.jpg /]

Właśnie wróciłem z przyjaciółmi występu Stephena K Amosa. Wszyscy uśmiali się prawie do łez mimo iż nie przepadają za stand up comedy. Występ rok temu podobał mi się bardziej, wydaje się, że był bardziej spójny i obfitował w więcej dowcipów, ale mimo wszystko zrywaliśmy boki i gorąco polecam każdemu zobaczenie Amosa na żywo. Koleś jest genialny, a publiczność wybucha salwami śmiechu dosłownie do chwilę.

Stephen K Amos na YouTube

[flashvideo filename=http://www.youtube.com/watch?v=Sh3G3zDIvbg image=http://blog.9gods.com/img/2008-07-31-mark_watson.jpg /]

Międzynarodowy Festiwal Teatralny i Edinburgh Fringe 2008 jeszcze oficjalnie się na zaczęły, ale można już oglądać pierwsze przestawienia. Całkowicie spontanicznie poszedłem dziś na stand comedy w wykonaniu Marka Watsona. Nie dość, że przedpremierowo bilet kosztował jedynie £5 (standardowo £14) to miejsce w którym jest show jest 15m od mojego okna. Chociaż przyda się to jedynie kilka razy, na co dzień niestety słyszę od rana do nocy setki ludzi rozmawiających głośno w kolejce, cofające ciężarówki z ich nieznośnym dźwiękiem ostrzegającym i odgłosy parkujących samochodów.

Mark Watson jest Walijczykiem, mówi z akcentem, który trochę brzmi jak francuski i dosłownie nawija bez przerwy na oddech. Nieustający potok słów plus bardzo duża szybkość z jaką mówi na początku trochę dały mi się we znaki i musiałem mieć chwilę na asymilację. Co ciekawe na filmiku z YouTube z Australii mówi wolno (filmik powyżej). Może nie wierzy w ich naturalne zdolności do przyswajania ;)

Show był śmieszny, ale pod koniec zbyt duża ilość improwizacji i powtórzeń spowodowała, że wszystko trochę oklapło. Co zresztą sam Mark zauważył, obiecał poprawę jutro i zwiał ze sceny. Ogólnie było zabawnie, a Watson jest bardzo dobry w swoim fachu.

ps. Od strony logistycznej tegoroczny Fringe trochę kuleje. System zamawiania nie do końca działa jak trzeba a kolejki po bilety są przeogromne.

Siedzę właśnie nad projektem strony i od czasu do czasu zerkam przez okno na zewnątrz, a tu nagle na parking za domem wjeżdza dziwny samochód.  Zwykły, czarny, osobowy ale ze słupem na dachu, na którym zamocowane jest kilka(naście) kamer filmujących aparatów robiących zdjęcia we wszystkich kierunkach. Widziałem już takie samochody policyjne, ale ten wyglądał inaczej, na dodatek policja raczej nie wjeżdża w spokojną ślepą uliczkę.

Wygląda mi na to, że to był Google street view car więc oczywiście przekazałem znak “pokoju”. Sprawdzę za jakiś czas i jeśli mam rację i Edynburg będzie miał “street view” to będę pokazywał znajomym nasz samochód na mapie.

ps. Sprawdzam różne strony i na 99% to był samochód Google.

Photo by A. Haggis. Full size version at Pda blog.

Pages: Poprzednia 1 2 3 4 5 6 Następna