Gran Torino

Gran Torino.

Obejrzałem ostatnio bardzo dużo filmów, ale w sumie tylko trzy z nich naprawdę mnie zainteresowały. Mowa o Gran Torino, Changeling i Doubt. Pierwsze dwa są wyreżyserowane przez Clinta Eastwooda i mam nadzieję, że uda mu się nakręcić jeszcze kilka filmów podobnej jakości. Szczególnie Gran Torino przypadł mi do gustu: prosty film o relacjach między ludzkich, który nie spowodował u mnie “kryzysu połowy filmu(*)”, nie jest rozwleczony jak rozczarowujący Curious Case of Benjamin Button. Po godzinie trwania filmu myślałem sobie nawet “w końcu dobry film i nawet nie ma przemocy, czyli można jeszcze w tych czasach zrobić film bez jatek”. Niestety chwilę później przemoc się pojawiła, ale na szczęście nie w stylu Quentina Tarantino, także nie popsuło mi to filmu. Film polecam, naprawdę perełka w morzu do bólu przewidywalnych i nudnych produkcji, które wyświetlane są ostatnio w kinie.

(*) Tak naprawdę wiele współcześnie produkowanych filmów jest ciekawych. Niestety tylko do połowy czasu ich trwania, później brakuje pomysłów na rozwinięcie fabuły, dobre zakończenie czy umiejętne podtrzymanie (mojej) uwagi.

Letter from Iwo Jima. Frags of our Fathers. Posters.

Flags of Our Fathers” i “Letters from Iwo Jima” łączy więcej niż tylko osoba Clinta Eastwooda, reżysera obu obrazów. Mimo iż każdy z filmów zrobiony jest w innym języku i pokazuje inną perspektywę to skupia się na tym samym fragmencie historii – bitwie o Iwo Dzimę. Bardzo ciekawy pomysł, żeby pokazać te same wydarzenia z pozycji różnych narodów w dwóch osobnych produkcjach. W sumie byłbym za tym, że pokazywać takie rzeczy politykom zanim wywołają wojny, żeby mogli zobaczyć, że “wrogowie” to tacy sami ludzie jak oni.

Chciałem się skupić bardziej na filmie “Letter from Iwo Jima“. Z kinem japońskim (lub wykorzystującym japońskich aktorów) jest trochę jak z polskim. Po kilku filmach zaczynasz rozpoznawać znajome twarze. Zresztą podobnie jest z amerykańskimi produkcjami, gdzie japończycy grają chińczyków i na odwrót. Główne role w tym filmie graja Ken Watanabe (“Ostatni Samuraj”) znany japoński aktor (u siebie w kraju głównie z zamiłowania do otoczania się coraz to nowymi kobietami, tak przynajmniej twierdziła moja znajoma Tomomi) i Shidou Nakamura (“Fearless”).

Obie witryny zrobione są bardzo prosto. Pierwsza ma świetną muzykę i lekkość, druga genialne zdjęcie. Oglądam plakaty japońskiej wersji, a tle leci muzyka ze strony. Najbardziej przykuwają uwagę oczy postaci, a plakaty mają to specjalne coś, co widać dopiero po chwili patrzenia.