
Jest już dostępny trailer do “Ghost Town“, filmu w którym Ricky Gervais gra chyba swoją pierwszą główną rolę. I co jest dość zaskakujące: zwiastun nie jest śmieszny. Nie Gervais pisał scenariusz więc trudno oczekiwać jego rodzaju humoru, ale jak na komedię (romantyczną?) film zapowiada się średnio.
Większość trailerów do komedii jest wystarczająco zabawna, żeby skłonić mnie do pójścia do kina, a potem okazuje się, że wszystkie najlepsze momenty już widziałem. Oby tym razem było odwrotnie.
W kolejce filmów z Gervaisem czekają: “This Side of the Truth” (zapowiada się nieźle) oraz “Men from the Pru“.
Zabawniejszy niż sam trailer okazał się nagłówek na oficjalnej stornie Rickiego. Kilka dni temu można było zobaczyć salę kinową i na kurtynach wyświetlony napis (piszę z pamięci)
Już wkrótce*, ekskluzywnie dla rickygervais.com trailer do ‘Ghost Town’. *Jak tylko załatwimy sprawy związane z prawami autorskimi z wytwórnią.
Po paru dniach został zmieniony na to co można zobaczyć dziś:
Nie ekskluzywnie, zobacz całkowicie gdzie indziej pierwszy zwiastun do ‘Ghost Town’
i tu link do oficjalnej strony filmu.

Hahaha, tytuł brzmi prawie tak dobrze jak wiadomości na Wirtualnej Polsce, ale tak na prawdę jest częścią sloganu reklamującego film “Iron Sky“, który w całości brzmi “W 1945 Niemcy polecieli na księżyc. W 2018 powracają.” Jest to niezależna produkcja kręcona w Finlandii przy współpracy z Niemcami.
“Iron Sky” to komedia science fiction, ale z tego co można wywnioskować po wypwiedziach reżysera element komediowy będzie raczej “ukryty” lub pokazany przez grobowo poważny absurd. Teaser do obejrzenia na oficjalnej stronie filmu. Przyznacie sami, że idea jest dość szalona i zarówno może wyjść z tego bardzo ciekawy film lub zupełna klapa.

No proszę, bardzo przeciętny plakat a spełnił swoje założenie – pójdę do kina na film “Get Smart“. Patrzę na te absurdalne “napompowanie” postaci i śmieję się na głos. Jak widać nie tylko Polacy, ale też Hiszpanie(?) zmieniają filmom tytuły. Nie znam detali filmu, więc nie wiem dokładnie o co chodzi, ale po obejrzeniu trailerów dochodzę do wniosku, że te 86 w tytule to iloraz inteligencji bohatera (a Steve Carell jak zwykle świetny).
A tu zabawy Photoshopem w dwóch kilku lekko zmienionych ujęciach plakatów: włosy i kolor paznokci Anne Hathaway i krawat Carella.
“Do what you love to do. Fuck the rest.”
“Everybody, just pretend to be normal.”
Na ogół filmy przestają mi się podobać po pierwszej godzinie oglądania – wszystko jest wiadome, scenarzysta średnio umie wybrnąć z zakręcenia fabuły, które wcześniej stworzył, a czasem nawet zostawia wszystko w połowie – niby tak ambitnie, żeby widz sobie sam dopowiedzał resztę. Bywa. Zbyt często. Z “Little Miss Sunshine” było inaczej, film mi się podobał, nawet jeśli było wiadomo jak się skończy. Niby nie komedia, a śmieszy. Na dodatek, nie takim prostackim, durnowatym humorem jak to zwykle bywa. Są też w filmie poważne tematy, ale nie ma silenia się na “ambitne cierpiętnictwo”.
Dysfunkcyjna rodzina (wujek niedoszły samobójca, nakręcony na sukces tata, dziadek zażywający narkotyki), dzięcięcy konkurs na miss (koszmar w każdym calu!) i podróż gratem przez Stany – wszystko to z dużą dawką ironii (i auto-ironii), uczuć i humoru – tworzy film inny niż wszytkie. Fanom kina akcji i twardzielom odradzam.
Monolog dziadka rządzi!

