Sokoły. Falconry. Linlithgow.

W niedziele wybraliśmy się na pokaz sokołów na zamku w Linlithgow. Okolica jest piękna, zamek położony nad jeziorem, a pokaz odbywał się w kameralnej atmosferze na dziedzińcu. Między sokołami znalazła się też urocza sówka, jastrząb i coś co wyglądało i ważyło jak orzeł. Fotografie robiła Ola.

1 2 3 4 5 6 7 8

Best small country in the world” to turystyczny slogan Szkocji, który zobaczyć można np. na lotnisku przylatując do kraju. Hasło całkiem fajne, a i kojarzy się miło. Nie tak całkiem dawno w Szkocji zmienił się premier i teraz zachodzą pewne zmiany. Jakiś geniusz doszedł do wniosku, że Szkocja wcale nie jest najmniejszym krajem, bo zdecydowanie nie najlepszym.

Uknuto więc nowy slogan, który stopniowo zastąpi poprzedni we wszelkich materiałach promocyjnych. Pracowała pewnie nad nim rzesza copywriterów z najlepszych agencji, wydane zostanie mnóstwo pieniędzy, a hasło poraża swoją genialnością. A brzmi ono… “Welcome to Scotland”.

Ci, którzy używają sieci O2 w UK i nie mają abonamentu, tylko doładowują telefon, mogą skorzystać z najnowszej promocji. Za £5 miesięcznie 1000 minut do 10 wybranych numerów w O2. Przeczytajcie regulamin zanim się zdecydujecie. Jak dla mnie to świetna oferta.

Nowe logo zamku w Edynburgu.

Zamek w Edynburgu ma nowe logo, na którym widnieje głowa lwa połączona z fragmentem murów zamku. W ramach modernizacji wizerunku zamek otrzymał także slogan “Obrońca Narodu” (Defender of the Nation).

Z ciekawostek:

  • zamek stoi w samym centrum miasta na wzniesieniu lawowym, które ma 340 milionów lat
  • każdego dnia (poza Niedzielą) z murów zamku godzina pierwsza po południu jest ogłaszana przez salwę armatnią

New Zealand. Scotland. Rugby. Haka.

  • wczoraj w Edynburgu Szkocja przegrała mecz rugby z All Black z Nowej Zelandii 0 do 40
  • większość meczy Pucharu Świata w Rugby toczy się we Francji, gdzie jest godzinę później niż u nas
  • więc oczywiście spóźniliśmy się na mecz i co najważniejsze na Haka
  • mecz oglądaliśmy w pubie Standing Order, który można przez chwilę oglądać w tej reklamie (świetna muza, oczywiście nie w jakości YouTube)
  • reklama robi wrażenie na ekranie kinowym i gdy widzisz na nim znajome miejsca to aż chce się krzyknąć “ooo, to u nas!”
  • a oto i sama Haka (za każdym razem mam ciarki)
  • może jeszcze jedna
  • uwielbiam logo All Blacks
  • nieźle zrobiona tapeta na puplit z All Blacks 2006
  • Arek, wszystkiego najlepszego !

Okolice Noth Berwick. Szkocja.

Dość często w weekendy wybieramy się na jednodniowe wycieczki po “okolicy” (środkowa i południowa Szkocja i północna Anglia). Ostatnio byliśmy na plażach w okolicach North Berwick, około godziny drogi od Edynburga. North Berwick jest bardzo przyjemnym i cichym nadmorskim miasteczkiem położonym u stóp wzgórza, które widać aż ze stolicy.

W jednym miejcu zgromadzonych jest kilka fajnych rzeczy: plaże, klify i wysepki, “las” (bardzo rzadkie zjawisko), imponująca wyspa Bass Rock z rezerwatem ptaków i zamek Tantallon.

Kilka fotek zrobionych przez Olę:
1, 2, 3, 4, 5.

Wyspy. Blogii z UK i Irlandii.

Ostatnio Piotr rzucił pomysł, żeby zebrać piszących z UK i Irlandii w jedno miejsce. Próbowałem do tego wykorzystać NetVibes (jako, że ostatnio mi się spodobał), ale niestety nie ma możliwości dodawania tam dynamicznego nowych blogów (chyba, że po weryfikacji zakładki przez adminów to się zmienia).

Stanęło więc na Google Reader i [edit] FeedBurner
Wyspy RSS Feed
Narazie na liście są:

Jeśli znacie inne ciekawe blogi ludzi, którzy są na Wyspach dajcie znać w komentarzach. Także jesli ktoś zna lepszy (i szybki) sposób, żeby zebrać RSS w jedno pod sensownym adresem proszę o uwagi.

Co tu dużo mówić, szkocki angielski to na pewno nie jest Queen English. Szkocji mają silny akcent, dodatkowo zróżnicowany regionalnie i “klasowo” – także wariacji są tysiące.

Jednych rozumie się bardzo łatwo, bo mówią “uśrednionym” angielskim, innych też, mimo iż słychać charakterystyczny szkocki akcent. Jeszcze innych nie rozumie się wcale. Z wielu powodów. Jedni nie chcą żebyś ich zrozumiał albo nie dbają czy ich rozumiesz, inni prawie nie otwierają ust z lenistwa – bełkoczą coś pod nosem. Są tacy, którzy mają akcent tak odległy od tego do czego jesteś przyzwyczajony, że nie sposób normalnie prowadzić rozmowy. To tyle w kwestii wymowy.

Teraz czas na prawdziwą zabawę: wyrazy slangowe. Slangi w Szkocji też są zróżnicowane geograficznie (nawet dzielnicowo) i moim zdaniem, nawet nie ma co próbować się ich uczyć. Jest tego po prostu za dużo. To prawie jak uczenie się nowego języka (który i tak jest przydatny tylko w Szkocji). Czasem też ciężko odróżnić co jest wyrazem slangowym, a co słowem typowo szkockim.

Większość Szkotów zwraca uwagę na to jak mówi, kiedy rozmawia z obcokrajowcem. Są jednak tacy, których zupełnie to nie obchodzi lub inaczej mówić nie potrafią i wtedy słyszysz zabawne myśli w swojej głowie “gdzie jest wyjście? może powiem, że pójdę po piwo? help? anyone?”.

Podobno najtrudniejszym do zrozumienia akcentem szczyci się Aberdeen. Inni Szkoci śmieją się, że nawet oni nie rozumieją ludzi stamtąd. Mam w pracy kolegę, który ma silny akcent, ale łatwo go zrozumieć. Zdziwiło mnie to i go spytałem jak to z nimi jest. Powiedział, że nie zrozumiałbym ani słowa gdyby mówił typowo po aberdońsku. Wierzę mu, bo szłyszałem próbki Edynburczyków, którzy próbowali naśladować ten akcent.

Dla mnie zawsze czarną magią był akcent z Glasgow. Nie mówię o angielskim jakim oni się posługują, tylko o obcinaniu końcówek wyrazów, połykaniu liter, używaniu wyrazów typowo szkockich lub slangowych i zaśpiewie.

Come oan, get aff! Ye aff yer heid?

Na stronie English Dialect Vocabulary możecie posłuchać przykładów klikając na ikony na terenie Szkocji :)

Na pewno jeszcze coś mi się przypomni odnośnie języka. Napiszę o tym wkrótce. Jeśli ktoś ma swoje (może odmienne) spostrzeżenia to proszę o wpisy w komentarzach.

Cinematic Orchestra. Triptych Festival. Edinburgh.

“If you don’t live it, it won’t come out of your horn.”
Charlie Parker

Wczoraj miałem ogromną przyjemność być na koncercie The Cinematic Orchestra w Edynburgu, który odbył się w ramach Triptych Festival (Aberdeen – Edinburgh – Glasgow). Uwielbiam ich utwory i zobaczenie ich na żywo było niesamowitym przeżyciem.

Występ Cinematic Orchestra poprzedziły dwie inne kapele: Fitkin Wall i chyba Patrick Watson Band. Pierwsza to połączenie elektroniki z harfami (również modulowanymi elektronicznie. Muzyka nie przypadła mi za bardzo do gustu, zbyt chaotyczna i pan zapędzał się zbyt bardzo w swoje odloty. Drugi zespół brzmiał bardzo podobnie do Coldplay, a to głównie za sprawą wokalisty. Początkowe utwory były dość schematyczne, potem zrobiło się już ciekawiej. Ciągle jednak nasuwały się skojarzenia z innymi kapelami np. Gorillaz. Śmiałem się, że ich inspiracja jest tak głęboka, że nawet gitarzysta jest podobny do młodego Toma Waitsa :)

I w końcu przyszedł czas na Cinematic Orchestra. Wystarczyło kilka pierwszych nut, żebym poczuł się zadowolony. Chłopaki mimo iż wydają wkrótce nową płytę grali w większości starsze utwory. Być może dlatego, że nowa płyta zapowiada się bardzo delikatnie i melancholijnie, a ludzie na koncercie oczekują zwykle trochę więcej czadu. I go dostali. Połączenie elektroniki, kontrabasu, saksofonu i perkusji brzmiało genialnie. Najsłabszym ogniwem była gitara, którą chyba miała być w zastępstwie wokalu w niektórych utworach. Miałem wrażenie, że podczas improwizacji gitarzysta trochę się nie odnajdywał. Pozatym widać, że zespół rozumie się doskonale i że chłopaki lubią ze sobą grać. Czuć to było szczególnie właśnie podczas improwizacji.

Jestem bardzo zadowolony z koncertu. To było naprawdę niesamowite przeżycie. Jeśli ktoś lubi połączenie elektroniki, jazzu i soul to gorąco polecam twórczość Cinematic Orchestra. Jeśli kogoś straszy chociaż jeden z tych gatunków to dodam, że osobno nie lubię za bardzo z nich żadnego :)
Podziękowania dla Magdy za pomoc z biletem i pozdrowienia dla Mileny i Ady.

Zapomniałem dodać, że całkiem niedawno zmienił się design oficjalnej strony Cinematic Orchestra. Jest trochę gadżetów Web 2.0 – zdjęcia ciągnięte z Flickr, newsy z różnych serwisów, ale najważniejsze to nowy piękny utwór “Breathe” (śpiewa Fontella Bass). Więcej z nowej płyty można usłyszeć na Myspace zespołu. A starsze utwory np. na You Tube.

Oskar na swoim blogu poruszył ciekawe zagadanienie: Co niektórym może to wydawać się trochę śmieszne, ale po krótkim czasie zagranicą zaczyna się mieć małe problemy językowe. Oczywiście, jeśli bardzo się uważa i świadomie dba o język to może to wyglądać inaczej, ale na codzień jednak aż tak uważnym się nie jest.

Całkiem łatwo i niezauważalnie przychodzi zamienianie niektórych wyrazów na angielskie odpowiedniki (no cóż, mózg robi asocjację danego pojęcia z angielskim wyrazem – bardziej uczęszczana ścieżka jest łatwiejsza). Na codzień rozmawiasz z innymi polakami, którzy mogą mieć podobne problemy i przestajesz zauważać co się dzieje. Jeśli starasz się mówiąc po polsku omijać angielskie wtręty to nagle pojawiają się chwile konsternacji.

Nigdy bym nie uwierzył, że tak łatwo się to może stać. Pamiętam jeszcze, że śmiałem się z koleżanki, która po iluś tam latach na studiach w Niemczech źle odmieniała niektóre wyrazy.

To prawda, że jest to trochę kwestia lenistwa, ale w sumie język jest po to, żeby się (szybko) komunikować, a po pewnym czasie następuje dostosowanie do ogółu. Ja mam trochę problem z szykiem w zdaniu: dość często przestawiam wyrazy i czasem brzmię staropolsko :)
Mamy w polskim zapożyczenia z angielskiego, dużo slangowych wyrażeń i to sprawia, że już nie wiem czy wyraz który mówię można znaleźć w Słowniku Wyrazów Obcych czy właśnie go sam stworzyłem. Czytanie książek po polsku wbrew pozorom mocno nie pomaga w utrzymaniu czystości językowej.

Bywają też sytuacje odwrotne, mówiąc po angielsku wtrąca się polskie wyrazy – ja najczęściej robię to z wyrazem “więc”. Czasem też gdy mnie ktoś zaskoczy odpowiadam “tak” i nawet nie zauważam, że powiedziałem to po polsku.

Oczywiście, nikt chyba nie chce całkowicie mówić w ponglish, bo to brzmi poprostu.. wioskowo :)

Pages: Poprzednia 1 2 3 Następna