Ubuntu, codename: No prawie

Po południowych walkach piszę tego posta korzystając z Ubuntu. Z góry mówię, że nie mam zupełnie pojęcia o Linuxie, jego odmianach (poza nazwami) itp geekowych sprawach. Piszę jako laik i zwykły użytkownik, który po przeczytaniu paru reklamowych opisów systemu powinien być zachwycony łatwością instalacji. No powinien, ale niestety nie jest.

Zacząłem od tego, że uruchomiłem Ubuntu z płyty CD na komputerze stacjonarnym. Wszystko poszło jak po maśle, żadnego instalowania driverów. Działa dźwięk, działa grafika, kodeki do filmów ściągają się prawie same jeśli są potrzebne. W sumie prawie bajka, bo zanim ściagnąłem kodeki chciałem oczywiście połączyć się z siecią – bezprzewodowo. Pech chciał, że wpisałem błędnie klucz zabezpieczający. System szalał z 5 minut i ani słowem nie dał znać, że nie może się połączyć. Nie dawał za wygraną. Jako, że nie mam dokładnie pojęcia jak zabić proces, pozostał mi restart komputera.

Postanowiłem spróbować na laptopie. Ubuntu miało problem z kartą graficzną i za drugim razem musiałem wybrać tryb graficznie bezpieczny. Wszystko było trochę rozciągnięte w poziomie, ale zadziałało. Postanowiłem, że jednak zainstaluję Ubuntu na stałe. Trochę się pomęczyłem z przerzucaniem co cenniejszych rzeczy na drugą partycję i jestem gotowy do zmniejszania partycji FAT32, żebym mógł stworzyć linuksową. Po 20min ciągłego komuniaktu, że trwa rozszerzanie, ryzykując utratę danych wszedłem do Windows i za pomocą Partition Magic załatwiłem to w chwilę. Potem znowu powrót do Ubuntu i w końcu suckes, mam zainstalowany system. Ciągle co prawda wyświetla się komunikat o karcie graficznej, ale za to wszystko wygląda jak należy, bez rozciągniętych pikseli. Co prawda nie podoba mi się wygładzanie czcionki, które wygląda jak w latach 90 na Amidze, ale to przecież kosemtyka.

Ogólnie stwierdzam, że pomimo reklam, że każdy Kowalski może sobie zainstalować Ubuntu, nie jest tak różowo. Może i w większości przypadków i konfiguracji wszystko jest idealnie, ale mi się akurat to nie przytafiło. Zdaję sobię sprawę, że system ciągle jest rozwijany, że jest darmowy, że będą nowsze drivery itp. Dlatego też go sobie zatrzymam i poeksperymentuję jeszcze, ale o kompletnej przesiadce z Windows nie ma mowy. Podoba mi się, że system łatwo uaktualnia sterowniki i kodeki. Podoba mi się, że jest darmowy i że nie trzeba koniecznie bawić się w konsoli jeśli się na tym nie zna. Podoba mi się, że system jest łatwo konfigurowalny i że stoi za nim społeczność, której chce się robić co alternatywnego i która ma do tego zapał.

ps. Co mi się najbardziej niepodoba to wygaszacze ekranu. Dobry Boże, wracają wspomnienia z Commodore 64. :)

18 komentarzy do “Ubuntu, codename: No prawie”

  1. Maciek

    Moje wrażenia są podobne – żeby przesiąść się na Ubuntu (czy jakiegokolwiek przyjaznego Linuxa) mimo wszystko trzeba mieć zacięcie. Ostatnio jeden z moich przyjaciół, który średnio raz na tydzień dzwoni z problemami ‘informatycznymi’ dotyczącymi obsługi Windowsów czy to w domu czy w pracy, rzucił hasło: ‘A może ja sobie zainstaluję Ubuntu?’.
    Prawie uciekłem z krzykiem…



  2. Fluxid

    Oj tak, Linux to pain in the ass… ALE: Włąsnie z niego pisze ;) Przeniosłem się na stałe, ze wględu na lepsze warunki do programowania i tworzenia stron www.
    Co do karty graficznej: jeśli masz ATI, i to na laptopie, to masz DUŻY problem. Tj. wszystko jet ok, jeśli nie chcesz wspomagania 3D, ale jak akurat chciałem (chociażby dla wygaszacza ekranu GLMatrix i Compiza. GLMatrix to moim zdaniem najlepszy wygaszacz na Linuxie, a Compiz to menedżer okien: zarządza oknami i pulpitami, i dodaje efekty specjalne takie jak “gumowe okienka”, cienie, półprzeźroczystosć etc). Jeśli masz nVidię, to alleluja, nVidia ma najlepsze wsparcie. W zasadzie nVidia aktywnie bierze udział w pomaganiu linuksowi.
    Jeśli chce się korzystać z linuxa, to moim zdaniem nie ma mowy o pracowaniu na nim bez znajomości paru poleceń konsoli. np. Jeśli chodzi o sieć bezprzewodową, to sobie darowałem ten kretyński program który pokazuje się w pasku zadań, i wszystko teraz robię z poziomu konsloi. Wiem co i jak, mam pełną kontrolę i nie przestaje nagle działać.
    Jeśi chodzi o np. edycję grafiki, to moim zdaniem GIMP nijak ma się do Photoshopa. GIMP ssie. Trochę lepiej się prezentuje Inkscape do grafiki wektorowej, bo ma parę ciekawych opcji nieznanych z Illustratora, ale nie udało mi się zmusić do zamiany tekstu na ścieżki (mimo że jest taka opcja w menu!) a offset ścieżki wygląda tragicznie.
    Od razu mogę polecić parę rzeczy:
    Zainstaluj sobie MPlayera – program obsluguje prawie wszystkie możliwe kodeki audio/video. Jest toporny, ale w wydajności nie ma sobie równych.
    VLC player też się czasem przydaje, chociaż w nowej wersji MPlayera nie było problemów.
    ściągnij pakiet mscorefonts czy jakoś tak – microsoftowskie czcionki, strony będą lepiej wyglądać.
    Do IM głównie są klienty Jabbera. Ale Jabber jest świetny, i mozna się z nim łączyć z GG, Tlenem etc.
    Miłej zaba… męk? Bo ja konfigurowałem Ubuntu ze dwa tygodnie, ale teraz mi śmiga :)



  3. mariusz

    No właśnie mam kartę ATI i chociaż dobrze już wyświetla wszystko to nie mam dostępu do efektów pulpitu. Dzięki za informacje, jeszcze postaram się poznać ten system.



  4. DF

    Amen.

    Linux ma jeszcze daleką drogę do takiego komfortu jaki ma użytkownik MacOS. O Win z grzeczności nie wspominam.



  5. psoiree

    Mac > Ubuntu/Windows :) oczywiście jeżeli nie mówimy o graniu



  6. bartosz

    @Fluxid
    to chyba najczęstszy powód do przesiadki… (tak, ja też ;)).



  7. marb

    Zgadzam się, że Linux nie jest jeszcze dla przeciętnego Kowalskiego. Ale jeżeli wysilimy się trochę , poczytamy jak to to działa, naumiemy się trochę poleceń i skonfigurujemy sobie system (i niech zajmie to nawet miesiąc za pierwszym razem) to nagle zdajemy sobie sprawę że systemy z Redmond są kalekie ;)

    Za przykład mogę podać mojego brata nie komputerowca, który jak mu zostawiłem XPeka ostatnio, to zaraz na Suse przeskoczył, z komentarzem że na Winde to patrzeć nie może.

    Do odtwarzania filmów -> Smplayer – szybko rozwijająca się i zdobywająca popularność nakładka na mplayera.

    A Mac jest stworzony dla wygodnickich, ale ja lubie pomieszać w systemie, a tu nawet wyglądu nie można zmienić…



  8. mariusz

    No chyba mozna i to jeszcze jak :)
    http://macthemes2.net/



  9. marb

    Może i racja, chyba niepotrzebnie się wypowiadałem o systemie, którego na oczy nie widziałem.
    Po prostu przeczytałem kiedyś u CoSTy coś na ten temat i mi się od razu skojarzyło z Windowsem, uxtheme.dll i innymi aplikacjami, mającymi umożliwić jakąkolwiek głębszą integrację w system, która nie była możliwa out of the box.



  10. zuo

    ps aux a potem kill -9
    natomiast co do wspomagania compiza to ATi za niedlugo tez bedzie posiadalo ta opcje (AMD zapowiedzialo wypuszczenie nowych sterownikow).



  11. rek

    Jeżeli chodzi o Linuxa to jestem laikiem, mam więc pytanie do ludków trochę obytych w temacie.

    Jakie są programy graficzne ( porównywalne z photoshopem o Gimpie słyszałem ale jego działanie na xp jakoś mi nie pasuje),oraz czy jest coś do animacji ( podobne do flasha)



  12. Michał Moroz

    Witam serdecznie :)

    Swego czasu instalowaliśmy z kumplem Ubuntu znajomemu. Dziesięć godzin poszło ze względu na rozmaite problemy i nasze techniki naprawiania poprzez psucie. :]

    Wtedy to właśnie doszedłem do wniosku, że nie mam pojęcia, co i czemu działa w tych `User Friendly’ dystrybucjach. I przykro mi bardzo, ale pod tym względem nawet moje Gentoo przebija Ubuntu z tego prostego powodu, że tam przynajmniej wiem, czego się mam spodziewać po wykonaniu konkretnej czynności.



  13. mariusz

    Da się łatwo przy wybieraniu systemu ustawić Windows jako domyślny?



  14. Michał Moroz

    Jeśli masz na myśli klikalne narzędzia konfiguracyjne, to rozczaruję Cię, ale takich najprawdopodobniej w Gentoo nie ma. Za to jeśli nie boisz się odrobiny grzebania w plikach konfiguracyjnych oraz masz czas na całe to przedsięwzięcie, ustawienie Windowsa, czy też dowolnego innego systemu operacyjnego jako pierwszego to tylko kwestia zmiany jednej linijki.



  15. mariusz

    Chodzi mi o loadera Ubuntu. Właczam laptopa i idę coś robić i zawsze ładuje mi się Ubuntu zamiast Windowsa. Nie musi być klikalne, wystaczy, że nie będę musiał kompilować od nowa jądra :D



  16. Michał Moroz

    Klikalnie – nie wiem, już nie pamiętam, czy była taka opcja w Ubuntu. Tekstowo:

    1. Zobacz, który w kolejności jest Twój Windows w loaderze, licząc od zera.

    2. Znajdujesz w pliku /boot/grub/menu.lst linię zawierającą:

    default=jakas_liczba

    I zmieniasz tą liczbę na swoją. Jeśli nie ma tej linii w pliku, to napisz powyższe w pierwszej.

    Powinno działać. ;)



  17. mariusz

    Dzięki, już hula ładnie. :)



  18. outslider

    No witam, jakiś stary temat odgrzewam.
    Ja właśnie trafiłem tu z powodu poważnych problemów z dźwiękiem w Ubuntu. Ot, zainstalowany program nie wiedzieć czemu wywalił mi z /proc cały folder /asound. Niestety, mimo iż zdobylem kopię okazuje się, że nie jest tak łatwo ją umieścić, gdzie trzeba… nie chodzi o uprawnienia… nevermind

    Do rzeczy-w Windzie wszystko było w sumie prostsze-OS robił za człowieka wszystko – konfigurował sieć, chronił swoje pliki przede mną, (łapał wirusy…).
    W Linuxach faktycznie trzeba mieć zacięcie. Nie ma lekko. Ja wprawdzie WinXP wywaliłem, bo nie stać mnie na luksus oryginału i popieram Open Source, tym niemniej nie wyobrażam sobie działania na Ubuntu bez dostępu do netu. Raz zainstalowałem z odłączonym kablem… Polska wersja kulawa i pobieżna (nie mógł zassać lepszej, “pełnej”), programy wprawdzie różne, ale kodeków niemal… żadnych… No tak, cudowny komunika… Czy sciągnąć potrzebne kodeki? A skąd?!
    Nawet po odłączeniu kabelka… apt nie skonfigurowany, serwera nie może znaleźć… Koszmar…

    A jednak… Nie wrócę do Win (chyba). I już teraz nawet nie o cenę chodzi… podoba mi się, że mogę latać po necie (no, teraz instalowałem z kabelkiem:P) nie wyglądając czających się trojanów, podoba mi się, że potrzebuję jakiegoś programosa to robię sudo apt-get install ****, całkiem miło mi się współpracuje z Compizem – 4 pulpity to czasem i tak mało, ale jak gdzieś siedzę na Win to jakoś brak mi tego Ctrl+Alt+strzałki żeby sobie nowe miejsce zrobić i się nie pogubić… Rzecz w tym, że jedyną pomocą jest wójek Google (tak, “ó”, tak lubię:P). Fora Ubuntu.pl? Linuxowo? No tak… ale trzeba je porządnie przekopywać…

    Nie wrócę do Win. Chyba, że jeszcze parę razy rozwali mi się coś…
    PS. Umiecie rozsypać Ubuntu w 7 dni? Kurczę, ja umiem, cholera…
    :P



Zostaw komentarz

Trackback: http://blog.9gods.com/2007/05/12/ubuntu-codename-no-prawie/trackback/