Edinburgh Fringe 2008. 3faeries. Aleksandra Gruszczynska Photography.

Edynburski Fringe huczy za oknem, a ja obkupuję się w bilety na występy kilku świetnych komików. Wśród nich: Danny Bhoy, Rhod Gilbert, Nina Conti, Markus Birdman i ponownie Stephen K Amos. Chyba zrezygnuję z Jimmiego Carra, bo za dużo kombinowania z biletami.

Royal Mile oczywiście zapchana tysiącami ludzi, a to za sprawą występów ulicznych. Są wszyscy: muzycy, kuglarze, komicy i małe teatry. Poniżej kilka fajnych fotek, które zrobiła Ola.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

[flashvideo filename=http://www.youtube.com/watch?v=5N9qMz7yZoc image=http://blog.9gods.com/img/2008-08-03-stephen_k_amos.jpg /]

Właśnie wróciłem z przyjaciółmi występu Stephena K Amosa. Wszyscy uśmiali się prawie do łez mimo iż nie przepadają za stand up comedy. Występ rok temu podobał mi się bardziej, wydaje się, że był bardziej spójny i obfitował w więcej dowcipów, ale mimo wszystko zrywaliśmy boki i gorąco polecam każdemu zobaczenie Amosa na żywo. Koleś jest genialny, a publiczność wybucha salwami śmiechu dosłownie do chwilę.

Stephen K Amos na YouTube

[flashvideo filename=http://www.youtube.com/watch?v=Sh3G3zDIvbg image=http://blog.9gods.com/img/2008-07-31-mark_watson.jpg /]

Międzynarodowy Festiwal Teatralny i Edinburgh Fringe 2008 jeszcze oficjalnie się na zaczęły, ale można już oglądać pierwsze przestawienia. Całkowicie spontanicznie poszedłem dziś na stand comedy w wykonaniu Marka Watsona. Nie dość, że przedpremierowo bilet kosztował jedynie £5 (standardowo £14) to miejsce w którym jest show jest 15m od mojego okna. Chociaż przyda się to jedynie kilka razy, na co dzień niestety słyszę od rana do nocy setki ludzi rozmawiających głośno w kolejce, cofające ciężarówki z ich nieznośnym dźwiękiem ostrzegającym i odgłosy parkujących samochodów.

Mark Watson jest Walijczykiem, mówi z akcentem, który trochę brzmi jak francuski i dosłownie nawija bez przerwy na oddech. Nieustający potok słów plus bardzo duża szybkość z jaką mówi na początku trochę dały mi się we znaki i musiałem mieć chwilę na asymilację. Co ciekawe na filmiku z YouTube z Australii mówi wolno (filmik powyżej). Może nie wierzy w ich naturalne zdolności do przyswajania ;)

Show był śmieszny, ale pod koniec zbyt duża ilość improwizacji i powtórzeń spowodowała, że wszystko trochę oklapło. Co zresztą sam Mark zauważył, obiecał poprawę jutro i zwiał ze sceny. Ogólnie było zabawnie, a Watson jest bardzo dobry w swoim fachu.

ps. Od strony logistycznej tegoroczny Fringe trochę kuleje. System zamawiania nie do końca działa jak trzeba a kolejki po bilety są przeogromne.

[flashvideo filename=http://blog.9gods.com/playlists/2008-07-04-danny_bhoy.xml image=http://blog.9gods.com/img/2008-07-04-danny_bhoy.jpg /]

Międzynarodowy Festiwal Teatralny w Edynburgu już niedługo więc czas najwyższy zacząć kupować bilety. Jak na razie mam już zarezerwowane niektóre z występów na których byłem rok temu: Henry Rollins i Stephen K Amos. Pierwszy mówi bardzo ciekawie przez półtora godziny bez przerwy na oddech, a na show drugiego bolało mnie już wszystko ze śmiechu. Oczywiście zamierzam także obejrzeć kilkanaście innych, w tym Dannego Bhoya, którego nie udało mi się zobaczyć w tamtym roku.

Danny pochodzi z Edynburga i mówi z bardzo fajnym akcentem, dużo podróżuje i dzięki temu jego show ma wiele elementów związanych z różnymi narodowościami, ich przywarami, językiem itp. Czyli w sumie to co akurat dla mnie jest najbardziej ciekawe i zwykle śmieszne. Koleś rządzi, idę go zobaczyć na 100%.

Polecam także obejrzeć: Siesta (sikam :), Danny on Rove.

ps. Rickiego Gervaisa w tym roku nie będzie, szaleje teraz po Stanach ze swoim nowym show.

Ricky Gervais.

Większość ludzi pewnie jeszcze śpi po wczorajszej zabawie noworocznej, a ja od rana oglądam rzeczy zrobione przez pana, który zwie się Ricky Gervais (tak, dobrze się domyślacie, tak zakończyłem zdanie, żeby nie musieć odmieniać jego imienia i nazwiska :) Dla mnie absolutny wypas.

Znałem już trochę jego The Office, widziałem ostatnio Fame a teraz właśnie odkrywam serię Extras (do każdego odcinka zapraszana jest nowa znana osoba). Przed chwilą obejrzałem starsze Animals i Politics. Na YouTube jest trochę jego rzeczy, także można się rozeznać co sobą reprezentuje.

Zdjęcie powyżej dobrze obrazuje typ humoru Gervaisa. To miejsce to West End w Edynburgu, gdzie jest jeden z największych billboardów w mieście..

Polecam wszystko Gervaisa, ale szczególnie show Animals i Politics.

Henry Rollins.

W ramach edynburskiego festiwalu Fringe byłem wczoraj na show Henrego Rollinsa i muszę przyznać, że ma on talent do słowa mówionego jak mało kto. Wchodzi, od razu bez owijania w bawełnę zaczyna, mówi bez przerwy na oddech i ani się obejrzałeś, a minęła godzina. Wiedział, że będzie mówił przez 1:15 i dokładnie tak mu zeszło. Myślę, że jeśli założyłby, że ma 5h do przegadania to nie robiłoby to mu żadnej różnicy i nie odbiłoby się to na jakości.

Nie znam za bardzo twórczości Rollinsa, jedyne co widziałem wcześniej to kilka jego programów telewizyjnych i filmików z występów na YouTube, po których jego styl przypadł mi do gustu. Nie ma pojęcia ile z jego występu to improwizacja, a ile przygotowany materiał, ale czujesz się, jakbyś siedział przed kumplem, których gorączkowo opowiada co mu się ostatnio przydarzyło. Mimo iż bardzo swobodnie przeskakuje z tematu na temat to wraca do przerwanych wątków i nie gubi całej linii opowieści.

Czasem porusza ważne tematy, czasem zupełnie trywialne, ale słucha się go z niegasnąca ciekawością. To jeden z tych ludzi, który może opowiadać ci o porannej podróży autobusem do pracy linią 44, a ty słuchasz jak urzeczony. Ma może trochę problem z ilością zalegającego gniewu, ale myślę, że to właśnie ta niezgoda na to co go otacza stworzyła podwaliny pod cały jego show. Rollins jest ciekawy świata i ludzi, porusza tematy społeczne i polityczne, nie boi się powiedzieć co myśli i czuje. To, plus jego zdolność do utrzymywania uwagi widza przez cały czas tworzy naprawdę dobry show. Polecam.

Międzynarodowy Festiwal Teatralny Edynburg 2007. Fringe.

Chciałbym powiedzieć, że ostatnio mniej piszę bo Międzynarodowy Festiwal Teatralny na dobre opanował Edynburg. Prawda jest jednak bardziej banalna: praca, projekty, duperle do zrobienia. W tym roku zaczęło się deszczowo i z oczekiwanych 175,000 ludzi paradę przyszło oglądać tylko około 50,000. To prawda, że ludzi była masa, ale te liczby wydają mi się zawyżone. Sama parada, na którą składały się grupy teatralne i różnorakie “kółka zainteresowań” przemaszerowała Princess Street nic nie robiąc sobie z deszczu.

Jak na razie byłem tylko na jednej sztuce dwóch sztukach niestety, ale mam już bilety na kilka kolejnych, między innymi Henrego Rollinsa i kolesia, który udaje Billa Hicksa. Jutro idziemy na 10 rano na komedię “Shakespeare for breakfast”, na której z racji wczesnej pory serwują rogala i kawę. Do wykorzystania mam też urodzinowy karnet (trochę długo nie mogłem sobie przypomnieć tego wyrazu), który na kilka sztuk wystarczy.

W tamtym roku dałem plamę, byłem na zaledwie kilku sztukach, a naprawdę festiwal to wydarzenie, które szkoda przegapić. W tym roku już się to nie uda, bo jedno z miejsc gdzie jest kilka sal z przedstawieniami to budynek, który widzę z okna. Co dzień widzę i słyszę (agrrr!) kilkaset ludzi, którzy szumią w czasie gdy ja usiłuję już zasnąć (albo skończyć to pisać). Powrót z pracy też nie jest łatwy, bo idąc z autobusu muszę przejść przez North Bridge i Royal Mile, a to najbardziej zatłoczone miejsca w czasie wakacji. Ma to pewien urok przez pierwsze parę dni :)

Kilka linków:

Fotki z parady: 1, 2, 3, 4