Babel

Babel.

Ostatnio czekałem na wiele filmów, a na “Babel” chyba już najdłużej, bo pojawił się w moim kinie dopiero w tym tygodniu, kilka miesięcy po premierze. I muszę przyznać, że jako chyba jedyny dotrzymał tego co obiecywał trailerem czy opisami. Lubię filmy, które pokazują życie w różnych zakątkach świata, nie silące się sztucznie na “inteligentne kino” i nie próbujące wymusić emocji u widza. Nie lubię licealnych formułek, że film jest wtedy dobry i ambitny jeśli pokazuje cierpienie czy trud życia. Podoba mi się za to chęć pokazywania prawdy bez wyolbrzymiania czy jednostronności.

“Babel” jest filmem dotykającym emocjonalnie, w którym widać dbałość o szczegóły. Widz otrzymuje dziesiątki małych symboli, dzięki którym od razu orientuje się w sytuacji danego kraju czy nacji, nie nachalnie, ani za bardzo skrótowo. Nie chcę pisać o przesłaniu filmu, warto pójść i zobaczyć ten obraz bez nastawiania się na cokolwiek.

Znany reżyser, dobra obsada, świetnie dobrana muzyka i chyba najlepsza rola Brada Pitta w jego karierze. Polecam.