Michael Clayton.

W momencie gdy film “Michael Clayton” z Georgem Clooneyem wszedł do kin nie za wiele było o nim słychać. Teraz dzięki zbliżającym się Oskarom i nominacjom wrócił do kin. Miałem okazję zobaczyć go za pierwszym razem i chyba jednak poszedłbym ponownie.

Przez pierwsze dwadzieścia minut myślałem, że oto kolejny dramat sądowniczy, który nie wyróżnia się spośród innych. I tu się myliłem, bo o ile fabuła nie jest jakoś specjalnie unikalna (chociaż ciekawa) to klimat filmu jest niesamowity. Trudno ubrać to w słowa, zwłaszcza, że oglądałem film już jakiś czas temu. Czuć, że ta produkcja jest głębsza niż inne z tej kategorii, posiada pewną, specyficzną atmosferę, która powoduje, że “słyszy” się myśli bohatera. Scena z końmi jest chyba najlepszym tego przykładem. Wszystkie wątpliwości, kłębiące się myśli i emocje wychodzą na wierzch, wtedy czuć co jest prawdą i jakich wyborów należy dokonać. Genialnie zrobiona scena.

Drugą wyróżniającą się rzeczą jest świetna muzyka. Bardzo charakterystyczna, jednak pozostająca w tle. Delikatna i nastrojowa, podkreśla tę głębię emocjonalną o której wspomniałem. Polecam zarówno film jak i ścieżkę dźwiękową. “Michael Clayton” nominowany jest w 7 kategoriach i myślę, że uda mu się swobodnie zdobyć co najmniej jednego Oskara.

ps. Od powrotu ze Sztokholmu męczę się z okropnym przeziębieniem.