Sigur Ros: Heima.

Piękna muzyka, piękne zdjęcia: film Heima zrobiony przez Sigur Ros. Środa 5 marca, Filmhouse, Edynburg. Jak mnie nie wypuszczą wcześniej z pracy to pozostanie obejrzeć na wydanym niedawno DVD. Zobacz trailer.

Shot using a largely Icelandic crew (to minimise Eurovision-style scenic-wonder overload), ‘Heima’ - which means both “at home” and “homeland” - is an attempt to make a film every bit as big, beautiful and unfettered as a Sigur Rós album. As such it was always going to be something of a grand folie, but one, which taking in no fewer than 15 locations around Iceland (including the country’s largest ever concert at the band’s Reykjavik homecoming), is never less than epic in its ambition.

Michael Clayton.

W momencie gdy film “Michael Clayton” z Georgem Clooneyem wszedł do kin nie za wiele było o nim słychać. Teraz dzięki zbliżającym się Oskarom i nominacjom wrócił do kin. Miałem okazję zobaczyć go za pierwszym razem i chyba jednak poszedłbym ponownie.

Przez pierwsze dwadzieścia minut myślałem, że oto kolejny dramat sądowniczy, który nie wyróżnia się spośród innych. I tu się myliłem, bo o ile fabuła nie jest jakoś specjalnie unikalna (chociaż ciekawa) to klimat filmu jest niesamowity. Trudno ubrać to w słowa, zwłaszcza, że oglądałem film już jakiś czas temu. Czuć, że ta produkcja jest głębsza niż inne z tej kategorii, posiada pewną, specyficzną atmosferę, która powoduje, że “słyszy” się myśli bohatera. Scena z końmi jest chyba najlepszym tego przykładem. Wszystkie wątpliwości, kłębiące się myśli i emocje wychodzą na wierzch, wtedy czuć co jest prawdą i jakich wyborów należy dokonać. Genialnie zrobiona scena.

Drugą wyróżniającą się rzeczą jest świetna muzyka. Bardzo charakterystyczna, jednak pozostająca w tle. Delikatna i nastrojowa, podkreśla tę głębię emocjonalną o której wspomniałem. Polecam zarówno film jak i ścieżkę dźwiękową. “Michael Clayton” nominowany jest w 7 kategoriach i myślę, że uda mu się swobodnie zdobyć co najmniej jednego Oskara.

ps. Od powrotu ze Sztokholmu męczę się z okropnym przeziębieniem.

Darjeeling limited.

Jadę bez wstępu: Darjeeling Limited to bardzo dobry film! Szczery, nieschematyczny i ciekawy. Dla mnie najlepszy film ostatnich miesięcy. Duża doza specyficznego humoru, ale jest też czas na refleksje i powagę. Bardzo dobra muzyka (The Kinks “Strangers”) i obsada: Owen Wilson, Adrien Brody i Jason Schwartzman. Jeśli podoba ci się trailer to film także przypadnie ci do gustu.

Bestia powraca

Therion. Gothic Kabbalah.

Ostatni tydzień bez przerwy słucham kapeli Therion. Sprawa z nimi wygląda podobnie jak w przypadku Amorphis. Słuchałem ich parę lat, potem odpuściłem i nie śledziłem powstających płyt. Coś mnie jednak tknęło i sprawdziłem stronę Therion na MySpace. Pierwsze parę utworów z nowej płyty “Gothic Kabbalah” - rozczarowanie. Miałem już zamknąć zakładkę, ale jeszcze włączyłem kolejny utwór “Son of the staves of time” i bingo! Od razu mi się spodobał. Potem kolejny “The perennial Sophia” i już mnie całkowicie mieli. Te dwa utwory chodzą za mną już ponad tydzień.

Zaopatrzyłem się w płytę i okazało się, że jest tam o wiele więcej świetnych utworów. Początek “T.O.F. - The trinity” mnie odrzucił, a za to wokale w ostatniej minucie zmieniły całkowicie moje podejście do tego utworu. Niektóre utwory są dość nierówne jak na mój gust i sytuacja wygląda podobnie np w “Tuna 1613“. Jednakże “Trul“, “Chain of Minerva” i “Three treasures” są świetne. A “Adulruna redivivia” jest bardzo dobrym zakończeniem płyty.

Gothic Kabbalah” tak mi się spodobała, że sprawdziłem dwie poprzednie płyty (wydane równocześnie) “Lemuria” i “Sirius B“. Bardzo mi podchodzą słowa (zwykle traktuję wokal jako kolejny instrument i nie dbam o treść) a i muzyka jest równie dobra. Moje ulubione utwory: “Lemuria”, “Quetzalcoatl”, “The Dreams Of Swedenborg”, “An Arrow From The Sun”, “The Blood Of Kingu”, “The Wondrous World Of Punt”, “Melek Taus”, “Call Of Dragon”, “Voyage Of Gurdjieff” czy praktycznie 3/4 płyt.

ps. Therion po grecku oznacza “bestia” stąd tytuł postu.
Trzeba przyznać, że chłopaki na fotach z MySpace wyglądają śmiesznie i jednak trochę głupio, ale może robili te foty w Halloween ;)

Get the Flash Player to see this player.

So what the f@#k is this UK
Gunnin with this US of A
In Iraq and Iran and in Afghanistan

Does not a day go by
Without the Israeli Air Force
Fail to drop it’s bombs from the sky?

How many mothers to cry?
How many sons have to die?
How many missions left to fly over Palestine?
Coz as a matter of facts
It’s a fact, it’s an act
These are illegal attacks
So bring the soldiers back
These are illegal attacks
It’s contracts for contacts
I’m singing concrete facts
So bring the soldiers back!!!!
wiecej »

Elizabeth.

Ostatnio nie mam czasu na blogowanie. Za dużo projektów do zrobienia, a dodatkowo jeszcze zapisałem się na Tai Chi i rozpocząłem naukę jazdy samochodem (kiedyś w końcu trzeba). Dziś pierwsza lekcja i od razu szalałem po ulicach Prestonfield. Na szczęście to dzielnica mieszkaniowa i ruch tam prawie żadny, chociaż samochody zaparkowane po obu stronach drogi trochę przeszkadzają.

Zdecydowałem się jednak napisać coś nowego, bo obejrzałem właśnie zwiastun do filmu Elizabeth i zdjęcia mnie zachwyciły. Scenografia jest genialna, hiszpańska Armada to prawdziwy majstersztyk, a pierwsze ujęcie na szkocki zamek Eilean Donan mile łechta :) Dodatkowo przedstawione czasy i obsada powodują, że polecę do kina na premierę. Jak to często bywa rzeczywistość może okazać się mnie ciekawa, ale jak na razie jestem zachęcony.

Oficjalna strona filmu “Elizabeth” też bardzo trafia w moje gusta: delikatne elementy, muzyka, świetne zdjęcia i klimat czasów. Rzadko już przeglądam strony w całości, bo mam dość chorych (modnych) zestawień kolorów, montażu pokroju MTV i “młodzieżowego stajla”. W przypadku tej strony w końcu czuję, że przenosi ona w inne miejsce, że ma w sobie więcej ducha, a nie tylko same suche matematyczne wzory.

Amorphis: Silent Waters.

Kilka dni temu Amorphis wypuścił nową płytę “Silent Waters”. Od lat już w sumie ich nie słucham, a skończyłem gdzieś w okolicach płyty “Elegy”. Zmienił mi się wtedy trochę gust muzyczny i miałem ochotę na lżejsze rzeczy. Zresztą podobnie było z kilkoma innymi metalowymi kapelami. Wciąż jednak mam sentyment do niektórych produkcji.

A piszę o Amorphis dlatego, że tytułowy utwór promujący najnowszą płytę rządzi! Nie wiem jak reszta kawałków, ale jeśli śpiewane są podobnym wokalem to nowe wydawnictwo może być interesujące. Skrzekliwy głos poprzedniego wokalisty jakoś mnie drażnił.

Teledysk do Silent Water.

Assasin's Creed Video.

Premiera Assassin’s Creed została zapowiedziana na październik listopad 2007, a czas oczekiwania można sobie umilić nowym video z gry. Jak dla mnie muzyka trochę średnio dobrana, ale za to scenerie z gry, zachowanie tłumu i animacja zachwycają.

Igor, dzięki za info.

Cinematic Orchestra. Triptych Festival. Edinburgh.

“If you don’t live it, it won’t come out of your horn.”
Charlie Parker

Wczoraj miałem ogromną przyjemność być na koncercie The Cinematic Orchestra w Edynburgu, który odbył się w ramach Triptych Festival (Aberdeen - Edinburgh - Glasgow). Uwielbiam ich utwory i zobaczenie ich na żywo było niesamowitym przeżyciem.

Występ Cinematic Orchestra poprzedziły dwie inne kapele: Fitkin Wall i chyba Patrick Watson Band. Pierwsza to połączenie elektroniki z harfami (również modulowanymi elektronicznie. Muzyka nie przypadła mi za bardzo do gustu, zbyt chaotyczna i pan zapędzał się zbyt bardzo w swoje odloty. Drugi zespół brzmiał bardzo podobnie do Coldplay, a to głównie za sprawą wokalisty. Początkowe utwory były dość schematyczne, potem zrobiło się już ciekawiej. Ciągle jednak nasuwały się skojarzenia z innymi kapelami np. Gorillaz. Śmiałem się, że ich inspiracja jest tak głęboka, że nawet gitarzysta jest podobny do młodego Toma Waitsa :)

I w końcu przyszedł czas na Cinematic Orchestra. Wystarczyło kilka pierwszych nut, żebym poczuł się zadowolony. Chłopaki mimo iż wydają wkrótce nową płytę grali w większości starsze utwory. Być może dlatego, że nowa płyta zapowiada się bardzo delikatnie i melancholijnie, a ludzie na koncercie oczekują zwykle trochę więcej czadu. I go dostali. Połączenie elektroniki, kontrabasu, saksofonu i perkusji brzmiało genialnie. Najsłabszym ogniwem była gitara, którą chyba miała być w zastępstwie wokalu w niektórych utworach. Miałem wrażenie, że podczas improwizacji gitarzysta trochę się nie odnajdywał. Pozatym widać, że zespół rozumie się doskonale i że chłopaki lubią ze sobą grać. Czuć to było szczególnie właśnie podczas improwizacji.

Jestem bardzo zadowolony z koncertu. To było naprawdę niesamowite przeżycie. Jeśli ktoś lubi połączenie elektroniki, jazzu i soul to gorąco polecam twórczość Cinematic Orchestra. Jeśli kogoś straszy chociaż jeden z tych gatunków to dodam, że osobno nie lubię za bardzo z nich żadnego :)
Podziękowania dla Magdy za pomoc z biletem i pozdrowienia dla Mileny i Ady.

Zapomniałem dodać, że całkiem niedawno zmienił się design oficjalnej strony Cinematic Orchestra. Jest trochę gadżetów Web 2.0 - zdjęcia ciągnięte z Flickr, newsy z różnych serwisów, ale najważniejsze to nowy piękny utwór “Breathe” (śpiewa Fontella Bass). Więcej z nowej płyty można usłyszeć na Myspace zespołu. A starsze utwory np. na You Tube.

Riverside. Out of Myself. Second Life Syndrome. Rapid Eye Movement.

Pierwszy raz usłyszałem Riverside grając w ping ponga (hehehe) i już wtedy wiedziałem, że będę uwielbiał muzykę tego zespołu. Potem w moim mieście przydarzył się koncert i chłopaki pokazali, że są równie świetni na żywo. Absolutnym majstersztykiem (trudne słowo) jest dla mnie pierwsza płyta “Out of Myself“. Każdy utwór jest genialny, każdy instrument robi niesamowitą atmosferę. Słucham tego albumu bardzo często, chociaż od momentu wydania minęły już cztery lata.

W 2005 roku ukazał się mini album “Voices In My Head“, który miał skrócić fanom oczekiwanie na kolejną płytkę. “Voices” zawierała kilka nowych utworów i trzy wersje koncertowe kawałków znanych z porzedniej płyty (np. pięknie wykonany “Loose Heart“). Nowe utwory były znacznie łagodniejsze niż te na “Out of Myself”. Pozornie było to oddalenie się od stylistyki zespołu, ale mimo wszystko zawierały ten specyficzny klimat Riverside. Mój faworyt to “Stuck Between“.

“Out of Myself” tak wysoko zawyżyło poprzeczkę oczekiwań, że na początku nie doceniłem kolejnego albumu “Second Life Syndrome”. Z czasem jednak zaakceptowałem, że to nie ma być powtórka, tylko niezależny album i teraz uwielbiam np.: “I Turned You Down” i “Reality Dreams III“.

Jeśli lubisz rock progresywny to nie ma szans, że nie słyszałeś o Riverside. Tym, którzy jednak się z kapelą ne zetknęli, a lubią rock, melancholijne brzmienia i dobre solówki gorąco tę muzykę polecam. Przykładowe MP3 są do ściągnięcia na oficjalnej stronie (”In Two Minds“, “Loosing Heart“)

Ja z niecierpliwością czekam na zapowiadaną nową płytę “Rapid Eye Movement“.