Coma. Hipertrofia.

10 listopada ma się ukazać nowa płyta zespołu Coma zatytułowana ‘Hipertrofia’. Wiadomo, że zawierać będzie 17 utworów (wysoka liczba sugeruje, że być może część z nich to jakieś łączniki pomiędzy kawałkami). Od 25 września płytę promuje singiel “Zero Osiem Wojna“.

Dla mnie Coma to drugi najlepszy polski zespół po Riverside. Dziwi mnie skąd się bierze tyle sprzecznych opinii i emocji na jego temat. Nie da się nie zauważyć, że wiele uwag kierowane jest pod adresem lidera Piotra Roguckiego. Może coś przegapiłem – nie słucham radia, nie oglądam telewizji. Chodzi o charakterystyczny styl pisania tekstów, który oczywiście nie każdemu może się podobać, przesadną momentami dykcję jak na początku filmiku z YouTube czy zbyt mocne wczuwanie się podczas śpiewania? Dla mnie sprawa jest prosta, nie podoba się – nie słucham, nie neguję na YouTube, nie utrudniam innym życia. To nie film, który trailerem zachęca, a ocenić go można dopiero po obejrzeniu. Muza jest prostsza, po kilku minutach wiesz czy ci podchodzi czy zupełnie nie. Chociaż być może te fale niechęci to los zespołów, które wyróżniają się spośród innych w jakiś sposób. Część publiczności kocha je dozgonnie, druga część nienawidzi za ich charakter. Być może, że też niewłaściwie zasugerowałem się opinią kilkunastu trolli z YouTube.

Mi singiel podchodzi, ale czekam na więcej.

oficjalna strona zespołu: www.coma.art.pl

Dave Matthews Band. Dublin.

Zobaczenie koncertu Dave Matthews Band było zawsze u mnie na samym szczycie listy muzycznych rzeczy do usłyszenia. I w sumie najbardziej niemożliwą rzeczą do spełnienia – nie pamiętam, żeby kiedykolwiek grali w Europie. Jednak w końcu stało się, godzinę lotu ode mnie, w Dublinie, mieście w którym jakiś czas kiedyś mieszkałem.

Koncert odbywał się w The Point, miejscu, które można łatwo znaleźć, ale nie łatwo dojechać. Na dublińskie korki słyszę narzekania od znajomego już od dawna, teraz więc nawet nie czekaliśmy na autobus. Droga do The Point jest w sumie jedna i już po chwili dało zauważyć się wiele grup ludzi zmierzających w tym kierunku.

Pomijam Coke za 3euro za butelkę 0.5l, brak zakrętki do niej i szczeniaków rozlewających piwo dookoła. Pominąłem? Ok. Hahaha. Po stylu wnioskuję, że supportem była jakaś grupa z Wysp, ale nie znam nazwy, zresztą po co ona i tak oni wszyscy grają tak samo. Potem trochę wyczekiwania i Dave Matthews Band pojawił się na scenie. To bardzo dziwne uczucie zobaczyć i usłyszeć kapelę, którą się uwielbia, słucha od lat i która jest tak odległa geograficznie. Cieszyłem się jak dziecko i wzruszałem kilkukrotnie. Koncert był świetny, głośny i wszyscy żywiołowo reagowali. O dziwo Dave nie mówił za wiele, jak to czasem można zobaczyć na koncertach DVD ze Stanów. Było kilka improwizacji – popisów solowych, jeden z utworów nawet trwał przez to z 20 minut.

Dość długo trzeba było dopraszać się o bis, ale publika nie ustawała w naleganiu. W końcu wyszedł tylko Dave i zagrał “Gravedigger”, po którym dołączyła reszta zespołu i zagrała jeszcze chyba 3 utwory. Po owacjach widać było, że wszyscy byli zachwyceni. Po koncercie wszyscy udali się w kierunku centrum miasta trochę przyblokowując okoliczne ulice. Żałuję tylko, że nie zagrali mojego ulubionego #41, ale zauważam, że ostatnio rzadko pojawia się na koncertach, być może zmęczenie materiałem.

ps.
Dość krótka wycieczka na półwysep Howth zaowocowała dość mocną opalenizną (jakiej nie miałem od lat, umyślnie unikając podobnych “przyjemności”). Hotel wynajęliśmy dość tanio w centrum miasta, na Temple Bar, z fajnym widokiem z balkonu na okolicę. Było miło, pogoda dopisała, ale na jakiś czas mam dość dublińskich korków, tłoku i pośpiechu.

ps2.
Strona Dave Matthew Band na MySpace jest po redesignie. Jest o niebo lepiej.

Riverside. Out of Myself. Second Life Syndrome. Rapid Eye Movement.

Pierwszy raz usłyszałem Riverside grając w ping ponga (hehehe) i już wtedy wiedziałem, że będę uwielbiał muzykę tego zespołu. Potem w moim mieście przydarzył się koncert i chłopaki pokazali, że są równie świetni na żywo. Absolutnym majstersztykiem (trudne słowo) jest dla mnie pierwsza płyta “Out of Myself“. Każdy utwór jest genialny, każdy instrument robi niesamowitą atmosferę. Słucham tego albumu bardzo często, chociaż od momentu wydania minęły już cztery lata.

W 2005 roku ukazał się mini album “Voices In My Head“, który miał skrócić fanom oczekiwanie na kolejną płytkę. “Voices” zawierała kilka nowych utworów i trzy wersje koncertowe kawałków znanych z porzedniej płyty (np. pięknie wykonany “Loose Heart“). Nowe utwory były znacznie łagodniejsze niż te na “Out of Myself”. Pozornie było to oddalenie się od stylistyki zespołu, ale mimo wszystko zawierały ten specyficzny klimat Riverside. Mój faworyt to “Stuck Between“.

“Out of Myself” tak wysoko zawyżyło poprzeczkę oczekiwań, że na początku nie doceniłem kolejnego albumu “Second Life Syndrome”. Z czasem jednak zaakceptowałem, że to nie ma być powtórka, tylko niezależny album i teraz uwielbiam np.: “I Turned You Down” i “Reality Dreams III“.

Jeśli lubisz rock progresywny to nie ma szans, że nie słyszałeś o Riverside. Tym, którzy jednak się z kapelą nie zetknęli, a lubią rock, melancholijne brzmienia i dobre solówki gorąco tę muzykę polecam. Przykładowe MP3 są do ściągnięcia na oficjalnej stronie (“In Two Minds“, “Loosing Heart“)

Ja z niecierpliwością czekam na zapowiadaną nową płytę “Rapid Eye Movement“.

Nie wierzę własnym oczom: Dave Matthews będzie koncertował po Europie! W lutym będzie w UK i to w kilku miejscach, które mi pasują jak Glasgow czy New Castle. Bilety będa sprzedawane tylko przez tydzień, a wcześniej dostęp do nich będa mieli członkowie fanclubu. Jeśli jeszcze jakieś bilety zostaną to nie ma możliwości żeby na tym koncercie nie był. To jest dla mnie absolutny “must see” .

Dave Matthews Band jest bardzo popularny w Stanach, w Europie jakby mniej. Pewnie dlatego, że raz DMB jest ze stanów, dwa, że po raz pierwszy słyszę o koncercie w Europie. Nie jest to show całej kapeli, a tylko samego Dave’a. Oczywiście nie będę rozpaczał z tego powodu.

W pierwszym utworze obejrzyjcie do końca solówkę na basie (zaczyna się 6:50). Koleś jest mistrzem świata. Skoda, że jakość dzwięku w klipach YouTube całkowice pozbawia utwory dynamiki.

utwory: #41, Grey Street, Christmas Song

Anathema. Everything.

Anathema jest jednym z tych zespołów, których słucham od początku ich istnienia. Zaczynali od ciężkich brzmień doom metalu i powoli ewoluowali do progressive rocka, co muszę przyznać bardzo mnie cieszyło, bo moje gusta muzyczne zmieniały się w podobnym tempie.

Najnowsza płyta zapowiada się na najlżejszy w ich historii album plus sugeruje odejście od ciężkich i smutnych klimatów. Po przesłuchaniu utworu Everything jestem wniebowzięty (w przeciwieństwie do większości fanów) – muzyka jest świetna, tekst optymistyczny i w końcu chłopaki wyszli z tego worka pełnego użalania się nad sobą. Zespół dojrzewa, czy fani tego chcą czy nie i słusznie, że chłopaki podążają za tym co czują zamiast dogadzać innym. Nie wiem co stało się w życiu członków zespołu, ale cieszę się na tę pozytywną zmianę.

Podobno zespół szuka wytwórni, która pomoże im zerwać z wizerunkiem kapeli metalowej. W międzyczasie wypuściła dwa utwory, które za darmo można ściągnąć ze strony: Everything (10mb) i A Simple Mistake (15mb). Mam nadzieję, że ta płyta będzie naprawdę przełomowa w ich karierze.