Little Miss Sunshine

Little Miss Sunshine.

“Do what you love to do. Fuck the rest.”

“Everybody, just pretend to be normal.”

Na ogół filmy przestają mi się podobać po pierwszej godzinie oglądania - wszystko jest wiadome, scenarzysta średnio umie wybrnąć z zakręcenia fabuły, które wcześniej stworzył, a czasem nawet zostawia wszystko w połowie - niby tak ambitnie, żeby widz sobie sam dopowiedzał resztę. Bywa. Zbyt często. Z “Little Miss Sunshine” było inaczej, film mi się podobał, nawet jeśli było wiadomo jak się skończy. Niby nie komedia, a śmieszy. Na dodatek, nie takim prostackim, durnowatym humorem jak to zwykle bywa. Są też w filmie poważne tematy, ale nie ma silenia się na “ambitne cierpiętnictwo”.

Dysfunkcyjna rodzina (wujek niedoszły samobójca, nakręcony na sukces tata, dziadek zażywający narkotyki), dzięcięcy konkurs na miss (koszmar w każdym calu!) i podróż gratem przez Stany - wszystko to z dużą dawką ironii (i auto-ironii), uczuć i humoru - tworzy film inny niż wszytkie. Fanom kina akcji i twardzielom odradzam.

Monolog dziadka rządzi!

Zostaw komentarz

Trackback: http://blog.9gods.com/2006/10/01/little-miss-sunshine/trackback/