James Bond: Casino Royale

James Bond: Casino Royale.

Byłem wczoraj w kinie na Casino Royale i nie rozczarowałem się, chociaż wcześniej nie byłem przekonany co do aktora wybranego do roli Jamesa Bonda. W nowym wcieleniu Bonda kilka rzeczy zwraca na siebie uwagę:

  • film ma trochę mroczniejszy klimat
  • Bond trochę bardziej się brudzi, krwawi, robi błędy i ogólnie jakoś jest bardziej ludzki
  • jest też mniej dystyngowany, ma trochę więcej negatywnych cech
  • zdecydowanie ma i używa mniej gadżetów
  • oprócz trochę za mocnych szkieł kontaktowych :)

Fabuła jest ciekawa, w sumie tylko raz poczułem, że trochę zaczynam się niecierpliwić. Daniel Craig gra bardzo dobrze, chociaż czasami zbyt się usztywnia, ale to można zrzucić na karb charakteru postaci jaką odtwarza. Widać, że autorzy filmu chcieli wnieść powiew świeżości do serii i chyba im się udało. “Casion Royale” zostanie zapamiętane jako odważna próba wpłynięcia na postrzeganie Jamesa Bonda.

ps. Dzięki Bogu Madonna została wymieniona na Crisa Cornella.
ps2. Mój szef w pracy ma takiego samego Astona Martina - skórzane siedzenia to średni luksus, mają raczej nieprzyjemny zapach.

17 komentarzy do “James Bond: Casino Royale”

  1. pk

    Z ciekawosci: Ile kosztuja w Edim bilety do kina? :-)



  2. mariusz

    £6.20 dla osoby dorosłej, £4.xx dla studentów

    Ja mam Unlimited Card i chodzę na co chcę i kiedy chcę za £11 miesięcznie (umowa na 12 miesięcy) - dla mnie bajka :)



  3. suchyy

    A nie drażnił Cie ten motyw miłosny ? Do Bonda nie pasują słowa w stylu ‘oddaje Ci to co ze mnie zostało, czy to Ci wystarczy ?’ Troche jak romansidło, pół kina sie śmiało z dialogów w szpitalu i tych na plaży.

    ps. Szef ma w Astonie podręczny zestaw reanimacyjny ? ;-)



  4. mariusz

    Prawda jest taka, że ten Bond jest trochę mało Bondowy. Właśnie szczegóły tworzyły te postać wcześniej. W sumie długo trzeba było czekać na “My name is Bond…”

    Motyw miłosny też trochę taki sobie, nie wiem czy to znak czasów, czy właśnie próba zmiany image postaci. A może to Eva Green :)

    Film ogólnie fajny, chociaż gdyby nie to, że postać nazywa się James Bond, mogliby to równie dobrze nazwać MI4.

    Nie wiem czy mój szef ma zestaw reanimacyjny, z często zmienia samochody :)))



  5. mienta

    a może jest bardziej bondowy? Bond wy wykonaniu Brosnana to już była taka nijaka popierdułka, on bardziej “miętki” był niż twardy. Zero agenciarstwa, gdzie tam jakaś nutka prawdziwości. Z filmu na filmu co raz bardziej zmierzali ku zagładzie samego Bonda, który tematycznie i pomysłowo (co jeszcze po tych głupich walkach w lodowym zamku, czy kosmosie można wymyśleć?) się kończył.



  6. suchyy

    Ja nie narzekam na brak głupich walk, ale miłość w bondzie nie pasuje… przynajmniej mi.

    No i brakowało mi Q i jego gadżetów ;-)



  7. Grzesiek

    Mi osobiście Casino Royale zajebiście się podobał. A pogoń z początku filmu oglądałem z otwartą buziom. Troszkę a’la Yamakasi ale kapitalnie wyszło.

    Dla mnie film rewelacja.



  8. suchyy

    A mi jeszcze cos kolega uswiadomił dzisiaj… jeśli ten film jest o początkach Bonda, to dlaczego rozgrywa sie w teraźniejszości ?



  9. simonka

    Hej, Bond w wydaniu Daniela Craiga, to isnty majstersztyk! Aktor doskonale zagrał tą postać, chociaż gdy pierwszy raz zobaczyłam opis filmu w gazecie pomyślałam: mało przystojny.. W piątek gdy była premiera, aż mnie skręcało, że nie mogę iść! Poszłam dopiero w niedzielę.
    Ale na serio, wkurzało mnie tzw “zabili go i uciekł”, każdy film po niezapomnianym Connerym był coraz bardziej “bajkowy”! Ten Bond jest bardziej prawdziwy i to mi się bardzo podobało! A pan Craig… Ta scena, na krześle: ciałko super! Szkoda, że nie w całości :-) Pójde jeszcze raz! Szkoda tylko że mieszkam w małym mieście i zanim zagraja film u mnie, trzeba jeździć do Å?odzi. Ach.. Pozdrawiam wszystkich fanów Bonda. Jamesa Bonda.



  10. ecik

    ja mam jedno pytanie
    Dlaczego skoro to jest pierwsza misja bonda i wszystko co sie w tym filmie dzieje jest wczesniej niz wszystkie inne filmy to M - jest kobieta. Jak zaczli krecic bonda na poaczatku lat 60 to M był facet az do połowy lat 90. Czyli to jest niby bład nie ??? Z tego co pamietam to nawet jest mowa w jednym z filmów chyba GoldenEye ze nowym M zostaje kobieta.



  11. beueu

    Siema.

    Ostatnio odbyłem sentymentalną podróz rpzez wszystkie części Bonda.

    Do tej pory najlepszy moim zadanim był Sean Connery.
    Był szortstki, brutalny, chłodny i dystyngowany.
    Do tego angielskie poczucie humoru, Q i jego gadżety, starzy wrogowie itd. To miało klimat.

    Ale to, co zrobili z najnowszysm Bondem zakrawa na kpinę. Nie jestem ogromnym fanem serii, siedze raczej w autorskim kinie europejskim, ale Bonda zawsze z rpzyjemnością można sobie zaaplikować w celu rozweselenia - bo Bond był postacią semi-bajkową.

    Niestety tak jak nasze czasy, ostatnie Bondy z Brosnanem (Dalton jednak dawał radę) były pełne kiczu i tandey.

    Ten Bond jest moim zdaniem gwoździem do trumny Angielskiego dżentelmena z lat 60tych, który do naszych casów jednak nie pasuje.

    Zdecydowanie wolę w roli agenta naszych czasów Matta Damona, lub nawet frajerzynkę Cruisa.

    Pozdo.



  12. zaba

    Cześć
    Właśnie wróciłem z Bonda a raczej z dobrego filmu szpiegowskiego, który jednak z Bondem ma niewiele wspólnego.
    Craig gra świetnie to dobry aktor biedaczek jednak nie ma poczucia humoru. Agent MI6 powinien być zabawny ciągle a nie tylko jak go biją w krocze liną rybacką.
    Mojej żonie film się bardzo podobał bo było dużo o miłości czyli no comment.
    Dla wszystkich tych którzy się zastanawiają dlaczego nie ma chronologii to odpowiadam Bond też kreuje trendy w modzie, gadżetach i stylu, więc na Astona z 1957 roku tu miejsca nie było.
    Pozdro



  13. m

    Co do wątku miłosnego, to o ile pamiętam w jednej części Bonda jakaś lala spytała go czy kiedykolwiek naprawdę kogoś kochał, a on powiedział, ze tak ale to było dawno. Tak mi się wydaje, ze to w Bondzie było, więc jeśli to prawda to nic dziwnego, że wątek miłosny był nieco bardziej rozwinięty niż w innych częściach. Co do poczucia humoru to jego niewielka dawka chyba nie jest winą aktora, a raczej scenarzysty. I ten Bond był mało bondowy, ale chodizło chyba o to, żeby pokazać, że na początku był nieco nieokrzesany i miał trochę mniej klasy. To chyba pasuje do początkó kariery agenta?



  14. Riddle

    Byłem i się nie zawiodłem. Craig grał bardzo dobrze, film dobrze wspominam. :)



  15. fanka

    Craig zagral rewlacyjnie .Zauważyłam że ktoś napisał że Bond to romansidło własnie to zajebiste wątek miłosny jest cudowny i bardzo wzruszający a te słowa są pieknę nie znacie się!!!i już film świetny Craig i Green boska para:D



  16. wspak

    najlepszym palindromem o Bondzie jest:
    “dno bada Bond”
    przeczytaj wspak, wyjdzie to samo,
    więcej na http://www.palindromy.pl



  17. 9gods.com blog : design . plakat filmowy . film » Blog Archive » James Bond: Quantum of Solace

    [...] No właśnie. Dzieje się dużo, jest jakiś klimat, ale czegoś zabrakło. Trudno właściwie powiedzieć czy to brak naprawdę groźnego negatywnego bohatera czy zbyt równe w stosunku do siebie fragmenty filmu. Brakowało mi jakiejś kulminacji, niepewności, przełomów w fabule. Film nie jest zły, ogląda się go dobrze, wciąga, ale po jego zakończeniu odczuwałem jakiś brak, którego nie było w poprzednim i zdecydowanie lepszym “Casino Royale“. [...]



Zostaw komentarz

Trackback: http://blog.9gods.com/2006/11/18/james-bond-casino-royale/trackback/