Oskar na swoim blogu poruszył ciekawe zagadanienie: Co niektórym może to wydawać się trochę śmieszne, ale po krótkim czasie zagranicą zaczyna się mieć małe problemy językowe. Oczywiście, jeśli bardzo się uważa i świadomie dba o język to może to wyglądać inaczej, ale na codzień jednak aż tak uważnym się nie jest.

Całkiem łatwo i niezauważalnie przychodzi zamienianie niektórych wyrazów na angielskie odpowiedniki (no cóż, mózg robi asocjację danego pojęcia z angielskim wyrazem – bardziej uczęszczana ścieżka jest łatwiejsza). Na codzień rozmawiasz z innymi polakami, którzy mogą mieć podobne problemy i przestajesz zauważać co się dzieje. Jeśli starasz się mówiąc po polsku omijać angielskie wtręty to nagle pojawiają się chwile konsternacji.

Nigdy bym nie uwierzył, że tak łatwo się to może stać. Pamiętam jeszcze, że śmiałem się z koleżanki, która po iluś tam latach na studiach w Niemczech źle odmieniała niektóre wyrazy.

To prawda, że jest to trochę kwestia lenistwa, ale w sumie język jest po to, żeby się (szybko) komunikować, a po pewnym czasie następuje dostosowanie do ogółu. Ja mam trochę problem z szykiem w zdaniu: dość często przestawiam wyrazy i czasem brzmię staropolsko :)
Mamy w polskim zapożyczenia z angielskiego, dużo slangowych wyrażeń i to sprawia, że już nie wiem czy wyraz który mówię można znaleźć w Słowniku Wyrazów Obcych czy właśnie go sam stworzyłem. Czytanie książek po polsku wbrew pozorom mocno nie pomaga w utrzymaniu czystości językowej.

Bywają też sytuacje odwrotne, mówiąc po angielsku wtrąca się polskie wyrazy – ja najczęściej robię to z wyrazem “więc”. Czasem też gdy mnie ktoś zaskoczy odpowiadam “tak” i nawet nie zauważam, że powiedziałem to po polsku.

Oczywiście, nikt chyba nie chce całkowicie mówić w ponglish, bo to brzmi poprostu.. wioskowo :)

13 komentarzy do “Ponglish: już nie polski, bynajmniej nie angielski”

  1. Tato

    Najtrudniej przychodzi przyswojenie sobie wszystkich zwrotów niesłownikowych lub bardzo potocznych, np. okrzyki, potwierdzenia, itp. Przy nagromadzeniu emocji i potrzebie ekspresjii aż by się chciało zawyć po polsku.

    A poza tym – prawie wszystko da się sensownie i poprawnie powiedzieć w obu językach. Czyli walczyć z lenistwem!



  2. mariusz

    Mała dygresja, dziś na przystanku autobusowym w Edynburgu widziałem plakat reklamujący Gdańsk. Całkiem nieźle się prezentował.



  3. psoiree

    był o tym artykuł na onecie swojego czasu :)



  4. hxs

    a mnie zastanawia jak to sie dzieje że ludzie uciekający z kraju w czasie 2 wojny swiatowej lub po niej po kilkudziesięciu latach nie mają takich problemów..



  5. mariusz

    Mnie też :)
    Może dlatego, że angielski wtedy nie był tak popularny w Polsce, nie było muzyki, amerykańskich filmów i komputerów, granica była wyraźniejsza.



  6. Panikkk

    No właśnie. Jak to jest?
    Kiedy wyjeżdżają młodzi, nam współcześni, zasad poprawnej polszczyzny długo nie pamiętają.
    Kiedy słucha się wypowiedzi polonusów z dawnej emigracji (’45, ’68) nie słyszymy żadnych naleciałości. Mówią czasem lepszym polskim niż niejeden dzisiejszy polityk.
    Z czego to wynika? Z wychowania w poszanowaniu do języka ojczystego? W rozbudzaniu u pacholęcia zamiłowań do literatury polskiej? Z tego, w jakim środowisku przebywa się tam, na emigracji? Czy może z tego, że swój kraj opuszczali niechętnie, jedynie ze względów stricte politycznych, a nie tak jak dzisiaj kierowani chęcią lepszych zarobków, niekiedy obrażeni na swój kraj?
    A może to wina lansowania kosmopolityzmu, mody na “bycie europejczykiem”, na bycie “obywatelem świata”?



  7. mariusz

    Tak jak pisałem, myślę, że to teraźniejsza wszechobecność angielskiego plus większa swoboda mówienia (np. słowa slangowe są rozumiane w całej Polsce przed pewne grupy wiekowe) – nikt już nie piętnuje sposobu wypowiadania się czy pisania. Wystarczy poczytać komentarze pod postami o Prison Break :), więcej tam wykrzykników i emocji, niż treści.

    Wychowanie, globalizacja, swoboda, przytosowywanie się – każde po trochu.



  8. mariusz

    W sumie to o czym pisałem w poście (bardzo przepraszam: “we wpisie”) to jedno, a prawdziwy ponglish to drugie. Nie słyszałem nikogo kto by tak ciągle mówił, ale zamiany pojedyńczych wyrazów zdarzają się większości, także i w Polsce :)

    Rozmawiałem z Hiszpanami i stwierdzają, że mają podobną tendencję.



  9. mariusz

    Zuo, chyba jednak nie :)
    http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=6119



  10. frob

    Nie mam wsrod znajomych osoby ktora poslugiwalaby sie ponglish takim jakim go przedstawiaja rozne portale itp. Owszem, zdarza sie, ze czasami ktos gdzies dorzuci jakies slowo do naszej ojczystej mowy. Problemem dla mnie jest sama branza IT – istnieje taka ilosc wyrazow w jezyku angielskim, ze nie mozna znalezc odpowiednika w naszym wlasnym slowniku wiec rozmawiajac ze znajomymi na tematy techniczne musze niestety uzyc odmiany zwanej tech-ponglish. Ostatnio poproszono mnie o sprawdzenie polskiej wersji strony www ktora ma sie za chwile ukazac i mialem drobny problem z niektorymi slowami. Osoba ktora przetlumaczyla tekst zrobila to w ten sposob, ze zamienila np. ‘entry level’ na ‘nowicjusz’. Od razu mi sie rzucilo w oczy, ze nie brzmi to zbyt poprawnie ale zanim znalazlem lepszy odpowiednik minela chwila (‘poczatkujacy’). Znalazlem jeszcze kilka takich wyrazow ktore az kluly w oczy kiedy czytalem tekst. Nie wydaje mi sie zebym po kilku latach za granica nagle stracil umiejetnosc poslugiwania sie ojczystym jezykiem – ponglish wynika dla mnie bardziej z lenistwa oraz ‘pokazania sie’.
    PS
    Nie uzywam polskiej czcionki tylko dlatego, ze komputer na ktorym pracuje zostal tak zablokowany, ze nie moge nawet zmienic ukladu klawiatury. Sorry… ;]



  11. mariusz

    Nie wiem kto uzywa ponglish dla “pokazania sie”, to brzmi okropnie.

    Portale moze troche specjalnie przerysowuja, albo szukaja w odpowiednich kregach. Nie traci sie umiejetnosci mowienia po polsku za granica, poprostu lapie sie pewne nalecialosci.

    Zauwazylem, ze czesto ludzie mowia “Miej mily dzien” (Have a nice day) zamiast “Milego dnia” i nawet nie slysza, ze to jest niepoprawne. To sa wlasnie rzeczy,ktore wkradaja sie niepostrzezenie. A teksty typu “luknij na kornera przez windowa czy nam kara nie przesuneli” to juz swiadome przeinaczanie, legendy portalowe albo wiecej niz kilka lat na obczyznie.



  12. klaudia

    tam jest moj tata zabije gnoja co go tam wyslal i nie wiem co sie dzieje z nimtam jest teraz powodz boze



  13. Oskar Krawczyk

    Moje ulubione :-)

    – “pod koniec dnia…” -> “at the end of the day…”
    – “która godzina dla Ciebie pracuje” -> “what time works for u”



Zostaw komentarz

Trackback: http://blog.9gods.com/2007/04/25/ponglish-juz-nie-polski-bynajmniej-nie-angielski/trackback/