Wielka Brytania ma zadziwiającą tendencję do prób rozwiązywania problemów społecznych ustanawiając nowe prawa lub epatując w reklamach jeszcze większą ilością problemów.

Spoty ‘reklamowe’ w Szkocji są zwykle dość mocne i gdybym chciał ulegać współczesnej paranoi sądzenia się z kimkolwiek i o cokolwiek podałbym kino czy twórców do sądu za znęcanie się psychiczne na widzami. Spoty, w których pokazywane są ofiary wypadków samochodowych np. zabita i połamana dziewczynka ‘składa się’ z powrotem w całość trzeszcząc kośćmi nie są wcale rzadkością. Kobieta w barze, którą uderza niewidzialny samochód i zostawia martwą i krwawiącą czy grupa ludzi jadąca samochodem powodująca wypadek to nie są obrazy, które mam ochotę widzieć przychodząc do kina na film. A muszę oglądać ten spot od ponad dwóch miesięcy kilka razy w tygodniu. Dobrze, że nie mam telewizora.
wiecej »

Nie oglądałem całości jeszcze, ale początek o finansach dobrze wpasowuje się w obecną sytuację ma świecie.

Coś się ostatnio rozpisałem, ale nie mogę dziś wytrzymać jak czytam takie bzdury:

Cytuję za Hot Money

Koncern Fiat oficjalnie przeprosił w piątek Chiny za telewizyjną reklamę najnowszego modelu Lancii Delty z udziałem amerykańskiego aktora Richarda Gerea, praktykującego buddysty, zaprzyjaźnionego z dalajlamą i głośnego krytyka chińskiej polityki wobec Tybetu.

Fiat przyznał, że reklama może “urazić wrażliwość narodu chińskiego”. Spot reklamowy pokazuje Gerea, który – pokonawszy samochodem trasę z Hollywood do Tybetu – odciska w śniegu swe dłonie obok dłoni małego chłopca w stroju buddyjskiego mnicha, na wzór hollywoodzkiej alei gwiazd. Hasłem reklamy jest “The power to be different” (siła bycia innym).

Włoski koncern motoryzacyjny zapewnił, że za reklamą tą nie kryją się żadne pobudki polityczne ani “chęć ingerencji w system polityczny jakiegokolwiek kraju, zwłaszcza Chińskiej Republiki Ludowej”.

No to czas zobaczyć samą reklamę. Nie mogę zrozumieć za co Fiat przeprasza Chiny? Za przypominanie światu, że istnieją jeszcze Tybetańczycy? Za opary sugerowania, że Richard Gere ma problem z okupacją Tybetu? Bo spot może urazić wrażliwość? Ten świat nie stanął na głowie, kiedyś na niej stał, też pod ciężarem ją stracił.

Syriana. Babel. The Constant Gardener.

Zawsze chciałem napisać o jednym z najciekawszych filmów jakie widziałem w ciągu ostatnich kilku lat. Jakoś nigdy nie mogłem się za to zabrać, a, że przybyło filmów o podobnej tematyce to już wymienię je wszystkie. Wspomnianym filmem jest Syriana, który ma tą ciekawą właściwość, podobną zresztą do książki “Tai Pan” Jamesa Clavella, że opisany w dwóch zdaniach wydaje się zupełnie nieinteresujący a okazuje się być wciągającą produkcją. Daruję sobie więc opis i stwierdzę, że film warto obejrzeć, mimo iż nie jest najnowszy. Oczywiście jeśli ktoś lubi produkcje polityczno-społeczne.

Podobnie ciekawym filmem jest Babel, o którym już kiedyś pisałem. The Constant Gardener i The Good Shepherd nie są już tak ciekawe jak poprzednie, ale wciąż na bardzo dobrym poziomie. Może zbyt rozciągnięte co trochę ujmuje całości.

Po Blood Diamond byłem emocjonalnie rozbity i w sumie trudno mi polecić ten film, właśnie z tego powodu, że momentami jest zbyt mocny. Last King of Scotland zasługuje na uwagę głównie ze względu na genialną (i oskarową) rolę Foresta Whitakera. Też trochę mocniejszy niż filmy wymienione na początku, a ja wolę jednak bardziej dyplomatyczne podejścia. Chociaż prawdę mówiąc w przypadku tych dwóch chyba inaczej niż naturalistycznie się nie dało.

Środowisko (Blog Action Day)

W ciągu ostatnich lat można zauważyć konflikt opinii jeśli chodzi o globalne ocieplenie i sprawy środowiska naturalnego. Jedni biją na alarm, drudzy udowadniają, że efekt cieplarniany jest zjawiskiem naturalnym. Oczywiście obie frakcje podpierają się badaniami naukowymi. Pomijając sprawy polityczne i oczywiste naciski różnego rodzaju lobby możemy się domyślać, że badania naukowe każdej grupy mówią podobne rzeczy, a różnice jak zwykle występują z powodu interpretacji.

Czy to ma jakiekolwiek znaczenie czy efekt cieplarniany jest naturalny czy stworzony przez człowieka? Jeśli to proces naturalny czy to oznacza, że nie ma się czym przejmować i dalej dość nierozsądnie eksploatować zasoby naturalne? Globalne ocieplenie nie wyczerpuje tematu ochrony środowiska, a na to tylko kieruje się uwagę opinii publicznej. Pojedynki na argumenty, wyśmiewanie, ironiczne mówienie o ludziach, którzy próbują zrobić coś w celu poszerzenia świadomości ludzi. Nawet jeśli Al Gore przesadza w swoim filmie, to czy to oznacza, że problem zniknął? Nic w życiu nie jest tylko czarne albo tylko białe. Prawda zawsze leży po środku.

Nie sądzę, że możemy spocząć na laurach niezależnie od źródła pochodzenia globalnego ocieplenia. Nieistotne są kłótnie naukowców, partii politycznych i manipulacje lobbystów. O środowisko warto dbać, tak jak się dba o własny dom. Nie odkurza się jednego pokoju, by potem wyrzuć worek ze śmieciami w drugim. Biznesmeni zrobią mało, politycy pewnie nic, ale wszystkie ważne zmiany zachodzą najpierw w świadomości pojedynczych ludzi. Dlatego najlepiej zadbać o własne “podwórko”, a wszystko będzie zadbane.

Wiem, że wydaje się to utopijne, że brzmi trochę patetycznie, ale trzeba pamiętać, że jeśli coś jest dobre to w końcu zostaje standardem, a potem reszta świata dopasowuje się do tego standardu. Jeszcze parę lat temu nikt nie wyobrażał sobie, że ludzie będą sprzątać po swoich psach, a teraz robi to prawie każdy (przynajmniej w Szkocji). Oczywiście ten przykład nie dotyczy ochrony środowiska, tylko akurat ludzkiej wygody, ale pokazuje, że zmiany mogą nastąpić nawet jeśli wcześniej wydawały się utopijne.

Na stronie Blog Action Day jest obecnie zarejestrowanych 16,000 blogów, które docierają do prawie 13 milionów ludzi. Znajdziesz tam ich listę, wiele z nich opisuje najprostsze metody dbania o środowisko. Nie jakieś wielkie poświęcenia, zwykłe sprawy o których możemy nie wiedzieć, a które łatwo wprowadzić w życie. Jeśli to czytasz to oznacza, że używasz komputera i może zainteresuje cię to lektura blogów: ZenHabits czy Life Hacker.

Blog Action Day

Blog Action Day.

Blog Action Day to akcja mająca na celu zwrócenie uwagi świata na środowisko nas otaczające. Każdy z tysięcy zarejestrowanych blogów na całym świecie 15 października napisze o swoich przemyśleniach na tematy związane z ochroną środowiska. Pełna dowolność wypowiedzi. Jedyne czego się trzymamy to lepsza przyszłość dla całego globu.

W akcji biorą tak znane blogi jak: LifeHacker, SEOmoz, Mashable, Lifehack.org, Problogger, ZenHabits a także Opera czy United Nations Environment Programme.

Próbuję się zarejestrować, żeby móc uczestniczyć w wyborach i… klapa.
Formularz na stronie www.wybory.co.uk co prawa ma Ajaxowe bajery, ale nie chce wysłać zgłoszenia.

Z tego co czytam w różnych miejscach to nie tylko ja mam taki problem. Są tacy, którym bez problemu się udało, więc zgaduję, że należę do grona szczęśliwców, którzy znaleźli buga. Może dlatego, że mam apostrof w nazwie ulicy albo nie ściągnąłem super tajnego kodu, który pozwala głosować. Pięknie.

[flashvideo filename=http://youtube.com/watch?v=9WZ9WjfZ3Pk /]

So what the f@#k is this UK
Gunnin with this US of A
In Iraq and Iran and in Afghanistan

Does not a day go by
Without the Israeli Air Force
Fail to drop it’s bombs from the sky?

How many mothers to cry?
How many sons have to die?
How many missions left to fly over Palestine?
Coz as a matter of facts
It’s a fact, it’s an act
These are illegal attacks
So bring the soldiers back
These are illegal attacks
It’s contracts for contacts
I’m singing concrete facts
So bring the soldiers back!!!!
wiecej »

Derren Brown.

Wydaje mi się, że nie ulegam reklamom, a zawsze jak chce mi się bardzo pić to myślę o Pepsi. Macie podobnie? A może jesteście całkiem odporni?

Chyba jednak nikt nie jest całkiem odporny na powtarzające się wzroce, tak zresztą przebiega proces wychowywania lub prania mózgu: cykliczne atakowanie świadomości pewną treścią.

Zachęcam was do obejrzenia dwóch filmików Derrena Browna, w których za pomocą NLP (i innych technik) wpływa na ludzi. Bardzo nieładnie panie Derren :)

Subliminal Advertising i What’s your dream present?

[edit] trzeci filmik to już totalna bezczelność :)

Oskar na swoim blogu poruszył ciekawe zagadanienie: Co niektórym może to wydawać się trochę śmieszne, ale po krótkim czasie zagranicą zaczyna się mieć małe problemy językowe. Oczywiście, jeśli bardzo się uważa i świadomie dba o język to może to wyglądać inaczej, ale na codzień jednak aż tak uważnym się nie jest.

Całkiem łatwo i niezauważalnie przychodzi zamienianie niektórych wyrazów na angielskie odpowiedniki (no cóż, mózg robi asocjację danego pojęcia z angielskim wyrazem – bardziej uczęszczana ścieżka jest łatwiejsza). Na codzień rozmawiasz z innymi polakami, którzy mogą mieć podobne problemy i przestajesz zauważać co się dzieje. Jeśli starasz się mówiąc po polsku omijać angielskie wtręty to nagle pojawiają się chwile konsternacji.

Nigdy bym nie uwierzył, że tak łatwo się to może stać. Pamiętam jeszcze, że śmiałem się z koleżanki, która po iluś tam latach na studiach w Niemczech źle odmieniała niektóre wyrazy.

To prawda, że jest to trochę kwestia lenistwa, ale w sumie język jest po to, żeby się (szybko) komunikować, a po pewnym czasie następuje dostosowanie do ogółu. Ja mam trochę problem z szykiem w zdaniu: dość często przestawiam wyrazy i czasem brzmię staropolsko :)
Mamy w polskim zapożyczenia z angielskiego, dużo slangowych wyrażeń i to sprawia, że już nie wiem czy wyraz który mówię można znaleźć w Słowniku Wyrazów Obcych czy właśnie go sam stworzyłem. Czytanie książek po polsku wbrew pozorom mocno nie pomaga w utrzymaniu czystości językowej.

Bywają też sytuacje odwrotne, mówiąc po angielsku wtrąca się polskie wyrazy – ja najczęściej robię to z wyrazem “więc”. Czasem też gdy mnie ktoś zaskoczy odpowiadam “tak” i nawet nie zauważam, że powiedziałem to po polsku.

Oczywiście, nikt chyba nie chce całkowicie mówić w ponglish, bo to brzmi poprostu.. wioskowo :)

Pages: 1 2 Następna