Sep
13

- District 9: Pierwsza połowa niesamowicie wciągająca, druga to już raczej zwykły film akcji. Trochę zabrakło, ale film moim zdaniem miał szansę na bycie klasykiem gatunku. Ciekawa historia, świetne efekty, dość oryginalny pomysł. Polecam.
- Dorian Gray: Dość nudny, powtarzalna muzyka, zbyt wiele odgłosów westchnień, stęków i innych straszydeł. Niestety Dorian to dobra historia zamieniona w film bez polotu.
Versus to rubryka w której porównuję dwa nie powiązane gatunkowo filmy i wybieram subiektywnie zwycięzcę. Oceniam produkcje, które obejrzałem w niewielkim odstępie czasu od siebie.

Proponowałbym dodać kategorie “versus” a nie zostawiać “bez kategorii”.
Co do filmów to, podobnie, wybrałbym D9, aczkolwiek nie był to dla mnie jakiś genialny film, głównie przez (irytujące) akcenty aktorów.
Mi akcenty nie przeszkadzały specjalnie, zwłaszcza, że sam nie mam akcentu bbc/queen english :)
Któryś z komików powiedział “New Zealand accent is similar to South African one, but less… evil”:)
Jeśli chodzi o D9 to bardziej liczyłem na mocniej rozwinięty wątek socjologiczny, ale i tak film mi się podobał.
Mój głos na D9 – bardzo miło się oglądało. Mimo tej akcji w drugiej połowie nadal daleko toto leży od holiłudu i… dobrze!
Swoją drogą ciekawe te akcenty w filmie. Główny bohater ma nazwisko, które dla mnie brzmi holendersko, a akcent a’la francuski. Reszta postaci jeszcze całkiem inny.
Może holenderski emigrant do frankofonicznej części Belgii? I to jest właśnie piękne w tym filmie – dlaczego wszystko miałoby być jasne, klarowne i dopowiedziane gdy w prawdziwym życiu często takie nie jest :)
Belg był i tyle :)
Dystrykt 9 zachwytu we mnie nie wzbudził, wyróżnia się podejściem do tematu i tyle, za to potwornie irytujący jest aktor grający główną rolę, jeżeli takie były założenia scenariusza, to powinien za nią dostać oskara