Bobby

Bobby.

“[…] Nasze życie na tej planecie jest zbyt krótkie. Praca, którą musimy wykonać jest zbyt wielka, żeby ten duch dłużej kwitnął w naszym kraju. Oczywiście nie możemy tego porzucić dzięki programowi ani uchwale… ale może zapamiętamy, nawet przez chwilę, że ci, którzy żyją z nami, są naszymi braćmi. Że dzielą z nami ten sam, krótki moment życia, że poszukują, podobnie jak i my, jedynie szansy, żeby przeżyć swoje życie z celem i w szczęściu, wygrywając tyle zadowolenia i spełnienia ile tylko mogą. Na pewno ta więź wspólnego przeznaczenia, na pewno ta więź wspólnego celu, może zacząć uczyć nas czegoś….”

Film “Bobby“. Polecam.

Śmierć prezydenta

Bobby / Death of a President.

Wkrótce dwa filmy o amerykańskich politykach:

Pierwszy “Death of a President” to alternatywna wersja przyszłości po zamachu na Gorge W. Bush’a. Zapowiedz tego filmu wywołała w Stanach kontrowersje, niektóre z kin i dystrybutorzy odmówili pokazywania/rozprowadzania tej produkcji. Twórcy filmu byli “zdziwieni”, że nie wszędzie chciano przyjąć ten film, bo jak mówią, on w pewien sposób nawet broni wizerunku aktualnego prezydenta. Podnoszą też argument, że przemoc i śmierć jest wszędzie i ten film nie jest wcale bardziej drastyczny niż inne, które oglądamy.

Data śmierci Bush’a w filmie to 2007r., co w sumie z alternatywnej wizji może uczynić samospełniające się proroctwo. To, że film ma charakter “dokumentalny” i pokazuje śmierć żyjącej jeszcze (zwykle bywa, że to właśnie żyjące osoby umierają ;), powszechnie znanej osoby wywołuje fale oburzenia.

Druga produkcja to “Bobby“, film o zabójstwie Roberta Kennedy’ego (który był młodszym bratem Johna F. Kennedy’ego). Obsada to same znane nazwiska i jest ich naprawdę wiele (ta moda już chyba urasta do spędów aktorów): Helen Hunt, Demi Moore, Christian Slater, Sharon Stone, Elijah Wood, Emilio Estevez, Laurence Fishburne, Harry Belafonte, Ashton Kutcher czy Anthony Hopkins.

…those who live with us are our brothers and they share with us the same short moment of life…

Home Of The Brave

Home of the Brave

Oglądam trailer tego filmu i od razu jego twórcy mnie mają, bo w tle leci Dead Can Dance, a zaraz potem kawałek “Space between” Dave Matthews Band. Z drugiej strony twórczość Lisy Gerrard jest niesamowita, ale jeśli jej utwory są podkładane do każdego filmu o bliskim wschodzie to to początek końca oryginalności.
Pomijam (czy aby na pewno?), że alergicznie reaguję na tytuły w których są wyrazy: hero, honour czy brave, bo zakrada się tam zawsze trochę patetyzmu i takie filmy są satyrą na same siebie. Filmów o tytułe “Home of the Brave” jest conajmniej kilka, w tym jeden z 2004. Dziwne, że autorzy zdecydowali się go powielić.

Mam jednak nadzieję, że film będzie ciekawy i jeśli więcej ludzi po nim poczuje, że wojna to bzdura, a nie pseudo ideały to chyba warto, żeby ktoś kręcił takie rzeczy.

Ten tytuł powinien szczególnie zaciekawić Mientę, bo gra w nim Jessica Biel ;)