Jutro Sztokholm

Stockholm. ©Margotek

Jutro wieczorem lecimy do Szwecji na weekend. Mam nadzieję zobaczyć trochę kontynentalnego niebieskiego nieba, oby pogoda dopisała.

Jedno trzeba wiedzieć: tanie loty są tanie tylko z nazwy. Najczęściej lotniska są daleko i dojazd kosztuje prawie tyle co bilet na samolot. Według Google do centrum Sztokholmu z lotniska jest 108km, a droga z Glasgow Prestwick do Edynburga zabiera 2 godziny (pociąg-bus-pociąg, albo autobus-autobus). Hahaha, jak to przelałem z głowy na ekran to sam się sobie dziwię, że daję się nabierać na te “promocje”. I tu jedziemy z listą: Ryanair, Central Wings…

Jednak lepiej się skupić na celu: Sztokholm. Byłem już w Oslo, przejeżdżałem przez Szwecję na stopa, także skandynawskie klimaty nie są mi obce. Jaram się jednak tym, że Sztokholm jest tak rozproszony po wyspach i półwyspach. Będę też miał okazję zobaczyć się z Radkiem i Gosią (dziękuję za fotkę).

Według WAYN (kiedy Google ich kupi?) odwiedziłem 4% państw na świecie, chyba muszę się pospieszyć z tym zwiedzaniem :)

Okolice Noth Berwick. Szkocja.

Dość często w weekendy wybieramy się na jednodniowe wycieczki po “okolicy” (środkowa i południowa Szkocja i północna Anglia). Ostatnio byliśmy na plażach w okolicach North Berwick, około godziny drogi od Edynburga. North Berwick jest bardzo przyjemnym i cichym nadmorskim miasteczkiem położonym u stóp wzgórza, które widać aż ze stolicy.

W jednym miejcu zgromadzonych jest kilka fajnych rzeczy: plaże, klify i wysepki, “las” (bardzo rzadkie zjawisko), imponująca wyspa Bass Rock z rezerwatem ptaków i zamek Tantallon.

Kilka fotek zrobionych przez Olę:
1, 2, 3, 4, 5.

Ostatnie kilka dni byłem w Dublinie. Z wyglądu miasto nie zmieniło się zbyt wiele, może poza iglicą na O’Connel Street i tramwajami. Ostatni raz byłem tam chyba z 5 lat temu i przyjemnie było zobaczyć stare zakątki. Temple Bar jak zawsze uroczy, szczególnie wieczorem. Grafton wystrojony już na Boże Narodzenie. St. Steven’s Green trochę ponury o tej porze roku, ale pozwala na chwilę wytchnienia od tempa miasta.

Co mnie w Dublinie uderzyło to okropne korki i smród spalin, nie pamiętam, żeby tak kiedyś było. Nawet autobusy jeżdzą w ślimaczym tempie. Po chwili zapragnąłem wrócić do Edynburga, gdzie wszystko jest spokojniejsze, cichsze, a ulice i chodniki mniej tłoczne.
wiecej »