
Byliśmy w sobotę na najnowszym Bondzie “Quantum of Solace” i wnioskując po długości kolejek, ilości seansów i sprzedawców nowego telefonu Sony Ericsson powinno być to duże wydarzenie. Wchodzisz do sali, czekasz 40 minut, aż przelecą wszystkie reklamy i po napisach początkowych od razu akcja. Siedzisz i czujesz, że jest fajnie, nowy Bond, od razu ciekawa lokacja, myślisz “będzie się działo”.
No właśnie. Dzieje się dużo, jest jakiś klimat, ale czegoś zabrakło. Trudno właściwie powiedzieć czy to brak naprawdę groźnego negatywnego bohatera czy zbyt równe w stosunku do siebie fragmenty filmu. Brakowało mi jakiejś kulminacji, niepewności, przełomów w fabule. Film nie jest zły, ogląda się go dobrze, wciąga, ale po jego zakończeniu odczuwałem jakiś brak, którego nie było w poprzednim i zdecydowanie lepszym “Casino Royale“.
Ci, którzy liczą na niezłe kino akcji nie wyjdą z kina zawiedzeni, ale chociaż wszystkie klocki w układance są dobre, profesjonalne, efektowne jakoś nie składają się na tak ciekawy obraz jak poprzedni James Bond.
oficjalna strona Quantum of Solace

Najlepsze jest to, że Quantum of Solace jest kontynuacją poprzedniego filmu.
Co w Bondzie, pojawiło się dopiero pierwszy raz.
Z ust mi wyjales ten komentarz. Wczoraj wrocilem z kina i tez mi “czegos” brakowalo: sceny super, kamera rewelacja, itp.,itd. ale caly czas na “cos” sie czeka a tu nagle koniec.
Taki czasy…
1) Tak jak napisałeś, brak super-negatywnego bohatera. Gdzie jest zagłada ludzkości i jakieś mega-zagłado-działające urządzenie.
2) Sceny bzykalistycznej z Olgą Kurylenko.
Proste!