Syriana. Babel. The Constant Gardener.

Zawsze chciałem napisać o jednym z najciekawszych filmów jakie widziałem w ciągu ostatnich kilku lat. Jakoś nigdy nie mogłem się za to zabrać, a, że przybyło filmów o podobnej tematyce to już wymienię je wszystkie. Wspomnianym filmem jest Syriana, który ma tą ciekawą właściwość, podobną zresztą do książki “Tai Pan” Jamesa Clavella, że opisany w dwóch zdaniach wydaje się zupełnie nieinteresujący a okazuje się być wciągającą produkcją. Daruję sobie więc opis i stwierdzę, że film warto obejrzeć, mimo iż nie jest najnowszy. Oczywiście jeśli ktoś lubi produkcje polityczno-społeczne.

Podobnie ciekawym filmem jest Babel, o którym już kiedyś pisałem. The Constant Gardener i The Good Shepherd nie są już tak ciekawe jak poprzednie, ale wciąż na bardzo dobrym poziomie. Może zbyt rozciągnięte co trochę ujmuje całości.

Po Blood Diamond byłem emocjonalnie rozbity i w sumie trudno mi polecić ten film, właśnie z tego powodu, że momentami jest zbyt mocny. Last King of Scotland zasługuje na uwagę głównie ze względu na genialną (i oskarową) rolę Foresta Whitakera. Też trochę mocniejszy niż filmy wymienione na początku, a ja wolę jednak bardziej dyplomatyczne podejścia. Chociaż prawdę mówiąc w przypadku tych dwóch chyba inaczej niż naturalistycznie się nie dało.

Bobby

Bobby.

“[…] Nasze życie na tej planecie jest zbyt krótkie. Praca, którą musimy wykonać jest zbyt wielka, żeby ten duch dłużej kwitnął w naszym kraju. Oczywiście nie możemy tego porzucić dzięki programowi ani uchwale… ale może zapamiętamy, nawet przez chwilę, że ci, którzy żyją z nami, są naszymi braćmi. Że dzielą z nami ten sam, krótki moment życia, że poszukują, podobnie jak i my, jedynie szansy, żeby przeżyć swoje życie z celem i w szczęściu, wygrywając tyle zadowolenia i spełnienia ile tylko mogą. Na pewno ta więź wspólnego przeznaczenia, na pewno ta więź wspólnego celu, może zacząć uczyć nas czegoś….”

Film “Bobby“. Polecam.

Who Killed The Electric Car? So Goes the Nation. Shut up and sing.

Coraz więcej trailerów filmów dokumentalnych można znaleźć na stronie Apple. Dziś kilka powiązanych tematycznie:

  • Who Killed The Electric Car? – Poprzedni wpis o Hummerze przypomniał mi o tym filmie i od tego w sumie zaczęła się dzisiejsza wyliczanka. Dlaczego samochody elektryczne, które niczym nie ustępowały tradycyjnym zniknęły nagle z rynku? No dlaczego? :)
  • …So Goes The Nation – O manipulowaniu wyborcami…
  • Shut Up and Sing – O tym jak dziewczyny dostały ogólno-narodową zrypę za to, że słowa “prezydent”, “texas” i “wstyd” znalazły się w tym samym zdaniu.
  • Why We Fight – “When war becomes that profitable you’re going to see more of it”.
  • America: Freedom To Fascism – “The Constitution is just a goddamn piece of paper”.

Śmierć prezydenta

Bobby / Death of a President.

Wkrótce dwa filmy o amerykańskich politykach:

Pierwszy “Death of a President” to alternatywna wersja przyszłości po zamachu na Gorge W. Bush’a. Zapowiedz tego filmu wywołała w Stanach kontrowersje, niektóre z kin i dystrybutorzy odmówili pokazywania/rozprowadzania tej produkcji. Twórcy filmu byli “zdziwieni”, że nie wszędzie chciano przyjąć ten film, bo jak mówią, on w pewien sposób nawet broni wizerunku aktualnego prezydenta. Podnoszą też argument, że przemoc i śmierć jest wszędzie i ten film nie jest wcale bardziej drastyczny niż inne, które oglądamy.

Data śmierci Bush’a w filmie to 2007r., co w sumie z alternatywnej wizji może uczynić samospełniające się proroctwo. To, że film ma charakter “dokumentalny” i pokazuje śmierć żyjącej jeszcze (zwykle bywa, że to właśnie żyjące osoby umierają ;), powszechnie znanej osoby wywołuje fale oburzenia.

Druga produkcja to “Bobby“, film o zabójstwie Roberta Kennedy’ego (który był młodszym bratem Johna F. Kennedy’ego). Obsada to same znane nazwiska i jest ich naprawdę wiele (ta moda już chyba urasta do spędów aktorów): Helen Hunt, Demi Moore, Christian Slater, Sharon Stone, Elijah Wood, Emilio Estevez, Laurence Fishburne, Harry Belafonte, Ashton Kutcher czy Anthony Hopkins.

…those who live with us are our brothers and they share with us the same short moment of life…

Home Of The Brave

Home of the Brave

Oglądam trailer tego filmu i od razu jego twórcy mnie mają, bo w tle leci Dead Can Dance, a zaraz potem kawałek “Space between” Dave Matthews Band. Z drugiej strony twórczość Lisy Gerrard jest niesamowita, ale jeśli jej utwory są podkładane do każdego filmu o bliskim wschodzie to to początek końca oryginalności.
Pomijam (czy aby na pewno?), że alergicznie reaguję na tytuły w których są wyrazy: hero, honour czy brave, bo zakrada się tam zawsze trochę patetyzmu i takie filmy są satyrą na same siebie. Filmów o tytułe “Home of the Brave” jest conajmniej kilka, w tym jeden z 2004. Dziwne, że autorzy zdecydowali się go powielić.

Mam jednak nadzieję, że film będzie ciekawy i jeśli więcej ludzi po nim poczuje, że wojna to bzdura, a nie pseudo ideały to chyba warto, żeby ktoś kręcił takie rzeczy.

Ten tytuł powinien szczególnie zaciekawić Mientę, bo gra w nim Jessica Biel ;)